O medycznej marihuanie rozmawiamy z Łukaszem Ludwiczakiem, magistrem zdrowia publicznego.

„WW”: Od 1 listopada obowiązuje ustawa legalizująca medyczną marihuanę w Polsce. Czy to oznacza, że pacjenci mogą już realizować w aptekach recepty zawierające ją w swoim składzie?

Ł.L.: Faktycznie wymieniona ustawa weszła w życie, w praktyce jednak wygląda to trochę inaczej. Póki co, takiej recepty nie zrealizuje się w żadnej aptece, poza tym liczba lekarzy mających doświadczenie w leczeniu kannabinoidami (związkami chemicznymi zawartymi m.in. w marihuanie – przyp. red.) jest niewielka. Problem polega na dostępności surowca farmaceutycznego, z którego wytwarzane będą odpowiednie dla danego pacjenta postaci leku. W Polsce nie ma upraw konopi, z których można pozyskać surowiec, można sprowadzić go z Holandii. Nie wiadomo jednak, czy ten kraj będzie w stanie pokryć nasze zapotrzebowanie, bo nie jest przecież w stanie zaopatrzyć całego świata. Wszystko jest w fazie organizacji, wiele tu niewiadomych, pytań i wątpliwości.

Czy farmaceuci są przygotowani na wytwarzanie leków z marihuany?

Na obecnym etapie wiedza w zakresie działania, wskazań medycznych i wytwarzania leków zawierających kannabinoidy jest w mojej ocenie dość uboga. Prawda jest taka, że ustawa weszła w życie, ale nie za bardzo wiadomo, co z nią dalej zrobić. Surowca brak, lekarze nie mają wiedzy ani doświadczenia w zakresie dawkowania tych leków, farmaceuta nie wie, jak go wytworzyć. Nie organizuje się jeszcze szkoleń dla kadr fachowych w tym zakresie. Moja apteka wytwarza leki recepturowe, ale gdyby trafiła do nas taka recepta, obecnie musielibyśmy czekać na jej zrealizowanie.

Czy jest szansa, że leki z marihuaną znajdą się na liście leków refundowanych?

W najbliższych latach na pewno nie. Leczenie tego typu środkami będzie według mnie przez pewien okres bardziej badaniem klinicznym niż właściwą terapią. Po prostu nie mamy dostatecznej wiedzy. Daleka droga do tego, żeby NFZ to refundował. Nie będzie to też leczenie tanie. Wnioskuję to, biorąc pod uwagę aerosol – jedyny dopuszczony do obrotu w Polsce gotowy lek zawierający kombinację THC i CBD, który kosztuje około 3000 zł. Wskazany jest dla pacjentów ze stwardnieniem rozsianym. Należy wspomnieć tu o imporcie docelowym, czyli możliwości sprowadzenia leku do apteki za zgodą Ministerstwa Zdrowia. Wiem, że minister w przypadku kilku dzieci z padaczką lekooporną podjął nawet decyzję o refundacji.

Medyczna marihuana mogłaby pomóc wielu pacjentom?

Tak – i nie rozumiem, dlaczego problem wprowadzenia do lecznictwa w Polsce kannabinoidów urósł w pewnym momencie do rangi aborcji czy eutanazji. Oczywiście nie będzie to też panaceum. Wskazaniem są przede wszystkim lekooporne padaczki, gdzie pacjenci reagują słabo albo wcale na leczenie standardowymi lekami, w konsekwencji czego miewają po kilka ciężkich, zagrażających życiu napadów epileptycznych. Padaczka to w zasadzie choroba „pierwszego rzutu”, jeśli chodzi o marihuanę, bo wiedza w tym zakresie na tle innych chorób jest większa. Dalej wymieniłbym jaskrę, chorobę Parkinsona, stwardnienie rozsiane, no i całe portfolio chorób nowotworowych, pacjentów paliatywnych oraz leczenie bóli przewlekłych. Kannabinoidy wykazują działanie przeciwbólowe, należy zbadać klinicznie ich działanie przeciwnowotworowe. W internecie możemy znaleźć historie pacjentów z nowotworami, np. mózgu, którzy na własną rękę leczą się marihuaną – i wcale im się nie dziwię. Podczas gdy medycyna nie dawała im już większych szans na przeżycie, bo operacje, chemio- i radioterapie nie dawały skutku, oni są teraz na etapie remisji choroby. Oczywiście trudno mi to wytłumaczyć i ocenić, ale na pewno jest to przesłanka do gruntownego zgłębienia tematu.

Znasz takie osoby, którym medyczna marihuana mogła pomóc?

Pozwolę sobie przytoczyć przykład mojego bohatera, bo tak go zapamiętałem, Tomka Filipiaka chorującego na glejaka mózgu. Tomek konsultował ze swoim onkologiem w Wielkopolskim Centrum Onkologii w Poznaniu propozycję leczenia kannabinoidami. Lekarz wypowiedział się bardzo pozytywnie, ale nie potrafił oczywiście wskazać źródła. I tutaj przestrzegam przed dostępnymi w internecie różnymi substancjami za duże pieniądze. Ludzie potrafią być podli do tego stopnia, że żerują na nieszczęściu innych. Mieliśmy z Tomkiem dylemat, czy zastosowanie marihuany nie zdyskwalifikuje go do terapii, na którą zbieraliśmy pieniądze. Był to już zresztą dość zaawansowany etap choroby. Tak czy inaczej, w jego przypadku widziałem takie wskazanie i swego rodzaju szansę. Niestety, nie udało się nam jej wykorzystać.

Skąd tyle szumu wokół medycznej marihuany?

Pierwszeństwo ma tutaj Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Musimy mieć też świadomość, że nie wszystko złoto, co się świeci. Psychiatrzy np. widzą zależność między stosowaniem marihuany a indukcją schizofrenii w niektórych przypadkach. Mówiąc ogólnie, tak jak każdy lek, tak i ten będzie miał swoje działania niepożądane. Jakie? Trudno na tym etapie stwierdzić. Na pewno na pierwszy rzut idzie THC i jego psychoaktywne działanie. Starając się być obiektywnym, powiem tyle, że według mnie korzyści ze stosowania tego środka będą większe niż ryzyko i działania niepożądane. Na pewno nadużycia i stosowanie niezgodne z przeznaczeniem, jak w przypadku wielu leków, będą się zdarzały. Jeśli chodzi o ból, istnieje coś takiego jak drabina analgetyczna – najwyżej mamy morfinę i fentanyl, ale i one często, zwłaszcza u pacjentów terminalnie chorych, już nie działają i drabina się kończy, pacjent umiera długo i niegodnie. A jeśli można mu pomóc nowym środkiem, to jak najbardziej. Marihuana w odróżnieniu od innych narkotyków broni się tym, że po przerwaniu jej stosowania nie występują ciężkie objawy związane z jej odstawieniem, jak przy morfinie. Pojawia się natomiast tzw. zespół amotywacyjny, cechujący się uogólnioną niechęcią do działania, poczuciem beznadziei, brakiem sensu codziennego funkcjonowania. To już kwestia psychiatryczna. Nie dzieliłbym jednak narkotyków na twarde i miękkie czy lekkie i ciężkie – narkotyki to narkotyki i muszę koniecznie zwrócić uwagę na jedną rzecz: wprowadzenie do obrotu w Polsce medycznej marihuany nie jest jednoznaczne z jej legalizacją w ogóle. To dwie różne kwestie. Osoby posiadające marihuanę pochodzącą z innego źródła niż apteka nadal będą podlegały Kodeksowi Karnemu.

Rozmawiał Jakub Liberkowski

ŹRÓDŁO: WRZEŚNIA.INFO 

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

Nie ma nas aktualnie przy komputerze, ale nie krępuj się, napisz do nas!

Wysyłanie
Sadzić, Palić, Zalegalizować!        |        WolneKonopie.org © 2017  -  "Made on blunt." - by concrete jungle underground.
 
lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account