Rozmowa z Jakubem Gajewskim (wiceprezesem Wolnych Konopi)

Od 2006 roku w Polsce prężnie funkcjonuje stowarzyszenie Wolne Konopie, zajmujące się działalnością na rzecz legalizacji konopi indyjskich. Wywiad zamieszczony poniżej przeprowadzony został z jednym z najbardziej aktywnych działaczy prolegalizacyjnych marihuany do celów medycznych w Polsce, jakim jest Jakub Gajewski – człowiek o wielkim sercu i chęci niesienia pomocy każdemu, kto jej potrzebuje. Jako wiceprezes Wolnych Konopi odpowiada za koordynowanie i budowanie struktur stowarzyszenia oraz prowadzenie jego polityki. Jest organizatorem i współtwórcą głównych projektów prolegalizacyjnych, takich jak np. Marsze Wyzwolenia Konopi. Jakub Gajewski reprezentuje stowarzyszenie w mediach, debatach i dyskusjach. Wywiad ma na celu ukazanie działalności Wolnych Konopi na rzecz legalizacji cannabis oraz opinii na temat polskich uregulowań prawnych oczami człowieka, który konsekwentnie walczy o zmiany tychże zapisów.

– Czym dokładnie zajmują się Wolne Konopie? Do czego zmierzają Wasze działania? Jaki jest ich cel priorytetowy na chwilę obecną?

Jakub Gajewski: – Stowarzyszenie Wolne Konopie zajmuje się m.in. udzielaniem pomocy obywatelom, którzy muszą zmagać się z represyjnym systemem za używanie bądź uprawę konopi indyjskich. W miarę naszych możliwości zajmujemy się również edukacją wydając oraz tłumacząc książki dotyczące marihuany, organizując seminaria dla pacjentów dotyczące tematyki medycznej marihuany i uprawy konopi. Z powodzeniem, również przeprowadziliśmy prelekcje dla młodzieży z zakresu wiedzy o używce, jaką jest marihuana, jednak nasza organizacja jest jeszcze zbyt kontrowersyjna, aby rozszerzać taką działalność. Tłumaczymy teksty, zdobywamy wiedzę i przekazujemy ją zainteresowanym rodakom. Pomagamy pacjentom z zakresu wiedzy o medycznej marihuanie, łączymy środowiska, aktywizujemy ludzi zainteresowanych sprawą. Organizujemy happeningi, Marsze Wyzwolenia Konopi, tzw. Flashmob’y, Konopne Kluby Społeczne. Udzielamy pomocy rolnikom chętnym uprawiać konopie siewne uzyskiwać pozwolenia oraz zakontraktować ich przyszły plon, reprezentujemy ich w urzędach. Działamy w szerokim spektrum w tym temacie, aczkolwiek możliwości nie pozwalają nam na robienie tego w takim zakresie jakim byśmy chcieli. Celem priorytetowym na chwilę obecną jest zmiana statusu medycznej marihuany oraz zmniejszenie kar za używanie konopi.

– Znane są powszechnie dowody potwierdzające skuteczność stosowania cannabis i przetworów, tj. olej konopny, w medycynie, m.in. przy leczeniu chorób opornych na medycynę konwencjonalną. Są też tacy twierdzą, że marihuana nie leczy, a szkodzi. Dlaczego zatem skuteczny medykament wzbudza kontrowersje i lęki wśród społeczeństwa?

J.G: – Prohibicjoniści przez ostatnie 80 lat zdemonizowali konopie w oczach światowego społeczeństwa i próbowali wymazać je z naszej pamięci. Używali do tego często nieprawdziwych argumentów, które nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości, co w efekcie doprowadziło do tego, że konopiami przestano się interesować, aby nie podpaść władzy, która ferowała wysokie wyroki za obcowanie z tą rośliną. Jedynymi obrońcami konopi stały się nieliczne grupki represjonowanych obywateli, którzy nie mieli siły przebicia i byli, a nawet wciąż są, marginalizowani. Naukowcy chcący badać konopie nie mogli tego robić bez presji rządowej oraz środowiskowej. Jeżeli składali podanie o granty w celu szukania negatywnego wpływu otrzymywali takowe od razu, natomiast, gdy chcieli zbadać jej walory medyczne mieli problemy z uzyskaniem wsparcia finansowego od strony rządowej czy firm farmaceutycznych. Ludzie ulegli wieloletniej nagonce na konopie równając jej używanie z twardymi narkotykami. W efekcie doprowadziło to do masowego odrzucenia tej rośliny mimo tego, że jest najbardziej przydatną człowiekowi. Ograniczenia związane z zastosowaniem konopi i innych ziół jest przykładem tego, jak bardzo człowiek się wynaturza. Są różne powody negowania wykorzystywania konopi przez ludzi. Głównym wydaje się być jej multi-zastosowanie, które przeszkadza w osiąganiu ogromnych zysków w różnych dziedzinach gospodarki, np. w przemyśle włókienniczym czy farmaceutycznym. Niestety, nie ma możliwości opatentowania rośliny i każdy z niej może skorzystać, co przeszkadza w osiąganiu wielkich zysków przez koncerny. Większość zwykłych ludzi neguje ją z zasady, bo tak zostali indoktrynowani przez zastany po urodzeniu świat.

– Bardzo wiele dyskusji toczy się obecnie na temat stosowania oleju RSO. Powiedz, na czym polega metoda jego użycia w medycynie? Jakie są skutki leczenia olejem i na jakie choroby mógłby pomóc? Jakie regulacje prawne obowiązują w Polsce pod względem zastosowania oleju RSO w medycynie?

J.G.: – Olej RSO to substancja o wysokiej zwartości kannabinoidu THC, otrzymywanego z kwiatów konopi indyjskiej na bazie benzyny lekarskiej. Przeznaczony jest do leczenia stanów terminalnych chorób nowotworowych oraz innych, na które medycyna akademicka nie ma rozwiązania. Często jest jedynym lekiem przynoszącym ulgę bądź wprowadzającym w remisję nieuleczalne choroby. Jest relatywnie nieszkodliwym w długookresowym używaniu produktem, ale terapia nim nie jest łatwa, szczególnie, gdy obok nie ma lekarza, któremu pacjent-laik mógłby zaufać. Jednak sam olej RSO często nie wystarcza. Koniecznie do terapii powinno się „dorzucić” drugi bardzo ważny kannabinoid, jakim jest CBD. Nauka udowodniła, że kannabinoidy najlepiej działają w synergii, dlatego też świat medyczny obecnie skupia się na ekstraktach z całych roślin, a nie tylko z kwiatów. Szacuje się, że olej działa skutecznie lecząc objawy ponad 200 chorób, w tym bardzo ciężkich. Skutkiem, tak jak mówiłem wyżej, może być zahamowanie choroby, zniwelowanie jej codziennych skutków utrudniających egzystencję, a nawet wprowadzenie w remisję. Niestety, ani w Polsce, ani nigdzie na świecie, poza Kanadą i stanem Kolorado, nie można używać oleju RSO, a i tam nie jest to proste i dostępne. Warto wspomnieć o innych rodzajach olejów uzyskiwanych na innych solwentach, tj. alkohol czy oliwa z oliwek. Takie oleje są bardziej wszechstronne, ponieważ zachowują więcej substancji znajdujących się w roślinie kosztem mniejszej zawartości THC, którego tak duża zawartość nie zawsze jest potrzebna lub wręcz nieadekwatna do danego schorzenia.

– Czy częste stosowanie marihuany uzależnia? Uważasz, że może stać się tzw. bramą do sięgnięcia po narkotyki twarde?

J.G.: – Zdecydowanie nie jest bramą do narkotyków twardych – ta ideologia jest często podnoszona przez piewców prohibicji, a jest jedną z najbardziej absurdalnych. Po pierwsze teoria tzw. „bramy przejścia” i tego, że marihuana jest wstępem do narkotyków jest obalona przez samą jej twórczynię. Po drugie, oryginalne badanie o „bramie przejścia” wskazywało, że to alkohol i tytoń są wstępem do innych narkotyków, a prohibicjoniści przekręcili to na argument jakoby to marihuana była pierwszą używką. Autorka tych badań po kilkudziesięciu latach przeprowadziła je ponownie, gdzie jasno wskazała, że to alkohol i papierosy inicjują „przygody” z używkami. Dodatkowo, jeżeli robi się rzetelne badania, bez presji prokuratorskiej, monarowskiej czy policyjnej – ludzie uzależnieni, którzy sięgają po twarde narkotyki jasno zaznaczają, że to piwo lub papieros były ich pierwszą używką (takie badania zostały przeprowadzone kilka lat temu w Polsce przez Stowarzyszanie JUMP’93). Niektórym może wydawać się, że to marihuana jest pierwsza. Bierze się to z tego, że marihuana jest pierwszym nielegalnym narkotykiem z jakim obcują najczęściej przyszli narkomani, którzy poszukują odskoczni od swoich problemów w różnego rodzaju używkach. Jeżeli człowiek konsumuje marihuanę w celach rekreacyjnych, a nie z powodu problemów, których nie potrafi rozwiązać, nie sięga wtedy po kolejne, twardsze i dosadniejsze „wrażenia”.

– Jakie jest Twoje stanowisko, osoby deklarującej się jako wieloletni konsument marihuany, wobec uzależnienia od konopi, które jest często poruszanym aspektem podczas dyskusji na temat legalizacji marihuany do celów rekreacyjnych?

J. G.: – Uzależnienie od konopi? Jasnym jest wszem i wobec, że jeżeli robimy coś dla przyjemności, a po to używa się marihuanę rekreacyjnie, można się od tej przyjemności uzależnić. Ja osobiście traktuję to uzależnienie jako coś pomiędzy przyzwyczajeniem, a uzależnieniem. Nadużywam konopi od ponad 18 lat, zaczynałem, gdy miałem 16 i po tym czasie stwierdzam, że nadużywanie marihuany nie spełnia wszystkich aspektów definicji „uzależnienia”. W małej ilości przypadków może mieć jednak wpływ na problemy w życiu, szczególnie młodego człowieka. Bierze się to jednak z nieodpowiedniego podejścia do tej używki, zrzucania na nią problemów jakie w życiu młodzieńczym się zaczynają. Moim zdaniem, większość ludzi, którzy używają marihuany problematycznie traktuje ją jako winowajcę swoich problemów nie szukając ich prawdziwej przyczyny. Każdy narkoman uzależniony od twardych narkotyków przyzna, że marihuana jest bardzo słabo uzależniająca, a przykładem słabego potencjału uzależniającego jest również fakt, że używanie jej w celach medycznych (najczęściej nie dla przyjemności) nie prowadzi w ogóle do uzależnienia, bądź skutki odstawienia prawie nie występują. Tyczy się to również innych substancji psychoaktywnych używanych w medycynie tj. morfina. Dlatego, moim zdaniem, u podłoża uzależnienia się od czegokolwiek leży nie sama substancja, a brak chęci lub niemożność poradzenia sobie z życiowymi problemami. Rozwód rodziców, problemy w szkole, brak akceptacji środowiskowej, itp. Jeżeli poradzimy sobie z tymi problemami, dużo łatwiej będzie nam używać marihuany „nieproblematycznie” – jestem tego przykładem.

– Sądzisz, że w Polsce zasadnym jest grupowanie narkotyków na tzw. twarde i miękkie?

J.G.: – Wydaje mi się, że jestem zbyt maluczki, aby występować przeciw światowym ekspertom, ale osobiście zmieniłbym całkowicie tę klasyfikację. Moim zdaniem, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości i rodzi problemy. Jeśli nazywać coś to najlepiej po imieniu. Wprowadziłbym podział na narkotyki i używki. Osobiście uważam, że kawa, marihuana, haszysz, kava-kava, i tym podobne substancje to nie narkotyki tylko używki. Te substancje nie spełniają całości definicji narkotyku.
Wśród używek marihuanę umieściłbym w górnej klasyfikacji szkodliwości. Wśród narkotyków, tzw. twardych, rozróżniłbym na bardziej szkodliwe i mniej szkodliwe.
Przykładowo metaamfetamina, heroina to bardzo szkodliwe narkotyki, natomiast extasy jest mało szkodliwym, ale jednak twardym narkotykiem. Skupiłbym się również na tym, aby alkohol nazywać narkotykiem, wtedy społeczeństwo bardziej tolerowałoby ludzi używających innych substancji i łatwiej byłoby ich leczyć.

– Kilka miesięcy temu zostałeś zatrzymany przez policję przewożąc przez granicę olej RSO. Jakie postawiono Ci zarzuty i jak, na chwilę obecną, wygląda postępowanie w Twojej sprawie?

J.G.: – Niestety, na chwilę obecną nie mogę zbyt dużo o tym mówić, gdyż postępowanie wciąż nie zostało zakończone. Jeśli powiem coś co nie spodoba się pani prokurator może wnioskować o wtrącenie mnie do aresztu z powodów „mataczenia”. Mogę tylko powiedzieć, że zatrzymana została przesyłka zaadresowana na moje nazwisko i imię, a ja sam zgłosiłem się na komisariat z powodu zatrzymania w tej sprawie całkowicie niewinnych osób. Mija prawie rok, został przesłuchany lekarz mojej mamy oraz moi rodzice. Nie wiem jakie prokuratura teraz czynności prowadzi. Postawiono mi zarzuty wewnątrzwspólnotowego nabycia dużej ilości środków odurzających, za co grozi mi 15 lat wiezienia. Przylepiono mi łatkę zbrodniarza. Zajmowało się mną komando osiłków z międzynarodowej grupy antynarkotykowej z Krosna Odrzańskiego – kilkadziesiąt osób, którzy niczego nieświadomi popełnili dużo większą zbrodnię konfiskując nieszkodliwe lekarstwa.

– Czy organy policji, prokuratury i sądownictwa zachowały się kompetentnie w przypadku Twojej sprawy?

J.G.: – Jeśli chodzi o czynności policji i straży granicznej po aresztowaniu, nie mam żadnych zarzutów! Wykonali swoją pracę uczciwie i zgodnie z prawem. Widać, że są to ludzie kulturalni i potrafią rozgraniczyć prawdziwych przestępców od politycznych aresztantów. Niestety prowokacja, która doprowadziła do aresztowania pozostawia wiele do życzenia, no ale cóż, nie wiedzieli wtedy jeszcze z kim mają do czynienia. Mój pierwszy prokurator to bardzo mądry człowiek, ale niestety został odsunięty od sprawy. W dużo gorszy sposób zachowywała się prokuratura, gdy rodzice Andrzeja Dołeckiego pozostawali w areszcie, przeszkadzając w kontaktach z adwokatem czy chociażby utrudniając otrzymanie okularów przez ojca Andrzeja. Teraz prokuratura wykonała już parę absurdalnych czynności, jednak raczej jest to wina źle działającego systemu, niźli poszczególnych osób. Jeśli chodzi o sąd to do niego mam najwięcej szacunku ze względu na to, że zrozumiał moje argumenty i nie wsadził mnie do „lochów” pozwalając na odpowiadanie z wolnej stopy. Do tej pory siedziałbym w areszcie i tracił zdrowie. Kto wie kim byłbym teraz, gdybym miał obcować z ludźmi, którzy popełnili prawdziwie złe uczynki? Nie życzę nikomu być zamkniętym za niewinność.

– Wiele osób przychylnie wypowiada się za zmianami w regulacjach prawnych dotyczących wszelkich środków odurzających. Grono zaangażowanych w działalność, głównie na rzecz legalizacji marihuany oraz zwolenników takich zmian prawnych wskazuje na dość duże uchybienia, m.in. jeżeli chodzi o umarzanie spraw za posiadanie niewielkich ilości narkotyków na własny użytek. Jak, Twoim zdaniem, wygląda polska polityka narkotykowa? Czy coś w tym prawie należałoby zmienić? Jeżeli tak, to co?

J.G.: – Polska polityka narkotykowa, mimo niewielkich zmian za czasów Platformy Obywatelskiej, nie rozwiązuje w ogóle problemu substancji psychoaktywnych, a wręcz ten problem generuje. Jest zarówno przeregulowana jeśli chodzi o alkohol i jednocześnie niedoregulowana, jeśli chodzi o inne używki. Z powodu braku odpowiedniej polityki i kontroli nad rynkiem używek żniwo zbierają tzw. „dopalacze”. Największym problemem jest brak rzetelnych szkoleń w tym zakresie dla prokuratorów i policji. Panuje totalny brak jakiejkolwiek wiedzy o prawdziwej szkodliwości danych narkotyków i używek. Instytucje i urzędnicy kierują się narkofobiczną wiedzą. Polityka narkotykowa w Polsce polega, moim zdaniem, jedynie na straszeniu i karaniu osób używających narkotyków i okradania ich z moralności, środków materialnych i zabierania sensu egzystencji na tym świecie. System terapeutyczny jest utrzymany na starych, już nieobowiązujących w większości krajów, zasadach. Nie ma chęci ze strony władz do reformowania tego systemu i jego zmiany. Jest to bardzo trudne, np. politykę redukcji szkód wprowadzaliby raczej inni eksperci niż ci, którzy zajmują stanowisko „zero tolerancji”. Tutaj trzeba byłoby wymienić niemalże cały system i zmienić wiele zasad w nim obowiązujących. Od długich już lat reprezentanci idei „zero tolerancji” są na stanowiskach i tak łatwo ich nie oddadzą, bo z tego żyją. Również ze zmianą systemu wiąże się zmiana myślenia takich terapeutów. Wracając do pytania, zmieniłbym tutaj przede wszystkim podejście do narkotyków i używek oraz osób uzależnionych. Nie można ich traktować jak przestępców, tylko ludzi chorych. Przecież każdy uważa, że alkoholików powinno się leczyć, a nie wsadzać do więzień. Najpierw jednak zasięgnąłbym języka ekspertów i robiłbym to w oparciu o fakty i statystyki, a nie ideologie, dogmaty, i „tak jak mi się wydaje”.

– Spora część osób przedstawiających się jako stali konsumenci marihuany, ale nie tylko, twierdzą zgodnie, iż wielokrotnie bywali obiektem zainteresowania policji, doświadczali kompromitujących ich przeszukań, nakłaniano ich do potwierdzania nieprawdziwych lub do dobrowolnego poddawania się karom. Kolejnym głosem tych osób, jest wielki ukłon w Waszą stronę jako stowarzyszenia niosącego im pomoc. Jak w takim razie wygląda pomoc Wolnych Konopi? Jak jest odbierana przez organy wymiaru sprawiedliwości i ścigania?

J.G.: – Do czasu kiedy zaczęliśmy pomagać delikwentom złapanym za posiadanie lub uprawę marihuany, organy ścigania mogły z nimi robić dosłownie wszystko. Niewielka ilość osób znała swoje prawa, policjanci wykorzystywali to i próbowali ich „wychowywać” bijąc i znęcając się fizycznie i psychicznie. Stowarzyszenie Wolne Konopie powstało właśnie z tego powodu. Sami na własnej skórze przekonaliśmy się, jak wielka niesprawiedliwość i głupota rządzą polityką prowadzoną wobec marihuany. Adwokaci również wykorzystywali niczego nieświadomych „winowajców”. Postanowiliśmy stawić temu opór. Sami nauczyliśmy się prawa, bo żaden adwokat wtedy nie chciał nam pomagać. Sami przeszliśmy przez wszystkie ścieżki represji. Policjanci traktowali nas na równi z najgorszymi przestępcami. Wiele osób ma z tego powodu problemy osobiste, prawne, egzystencjonalne, wiele wyjechało, bo miało już dość życia w takim państwie, gdzie nie robiąc nic złego nikomu wrzuca się człowieka do jednego worka z najcięższymi przestępstwami. Dopiero po jakimś czasie zainteresowali się nasza sprawą adwokaci i prawnicy wrażliwi na krzywdę ludzką i niesprawiedliwe prawo. Jednak wciąż była to garstka zapaleńców. Kiedy zaczęliśmy pomagać osobom biorąc czasem udział w sprawach, prokuratorzy już nie mieli takiego łatwego zadania. Bywało, że wyrzucano nas z Sali, gdy krzyczeliśmy „hańba” nie zgadzając się z wyrokiem. Bywało, że zaskoczeni prokuratorzy przegrywali sprawy i potrafili do nas podejść i powiedzieć „ach te Wolne Konopie”. Na przestrzeni czasu zmieniło sie podejście do nas diametralnie, ale pamiętajmy, że Polska jest długa i szeroka i wciąż jeszcze  zdarzają się i będą zdarzać absurdy dotyczące karania za posiadanie czy uprawę marihuany.

– Bieżący rok przyniósł wiele zmian, głównie zauważalnych na polskiej scenie politycznej. Zmienił się Prezydent, ale również obóz rządzący. Czy Twoim zdaniem, zmienić się może również polska polityka narkotykowa? Czy politycy są wystarczającymi ekspertami przy tworzeniu prawa narkotykowego?

J.G.: – Środowisko obecnie rządzących jest znane z hurtowej produkcji narkofobów, których dogmaty, ideologie i nabyta narkofobia całkowicie przesłaniają racjonalne myślenie. Politycy jako ogół nie są ekspertami i nie będą. Ich rola powinna opierać się na korzystaniu z pomocy ekspertów, którzy zgodnie z danymi, statystykami i nauką podają rozwiązania problemu. Oni powinni to przegłosowywać albo odrzucać. Niestety, w kwestii karania za posiadanie i uprawę konopi indyjskich obawiam się podniesienia kar i większych represji wobec konsumentów w celach rekreacyjnych. Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny zarazem osobiście składał projekt podwyższający dolne i górne granice kar o 10 lat za korzystanie z konopi. Teoretycznie wtedy za uprawę i posiadanie marihuany można będzie otrzymać nawet 25 lat więzienia. Inaczej sprawa ma się co do używania konopi w celach medycznych. W życiu nie pomyślałbym o tym, że ten rząd może to poprzeć. Wydaje się, że gdy wypowiadam te słowa, w ciągu 48 godzin poddana pod głosowanie ma być ustawa dotycząca wykorzystania marihuany i jej pochodnych w medycynie, którą zaproponowaliśmy jako Koalicja Medycznej Marihuany. Ustawa ma najpierw znaleźć się w komisji, a następnie ma być poddana pod głosowanie w Sejmie. Do tej pory nie mogę w to uwierzyć i dopóki to się nie stanie, nie uwierzę. W każdym razie, sytuacja ta świadczy tylko i wyłącznie o hipokryzji, chaosie, i totalnej niewiedzy rządzących. Jeżeli stanie się tak jak napisałem, nie będzie żadnych konsultacji z Ministerstwami, chociażby zdrowia. Politykę, którą zaproponowaliśmy będą wprowadzać instytucje i ludzie, którzy często nic na ten temat nie wiedzą. Do tej pory wykonywali ślepo strategie polityki narkotykowej „zero tolerancji”. Podam dość radykalny przykład, ale pokazujący skale nonsensu w jakiej sie znajdujemy. Absurdem jest leczenie marihuaną dzieci w szpitalach, a zarazem wtrącanie ich rodziców na 25 lat za to, że używają konopi w celach sprawienia sobie przyjemności, chociażby z powodu trudnego życia, które spowodowała choroba dziecka i chory system zdrowotny, który piętnuje skuteczne terapie.

– Czy czujesz się osobą pokrzywdzoną przez wymiar sprawiedliwości przez wzgląd na zatrzymanie i postawienie Ci zarzutów? Jak Ty, jako osoba oskarżona, odbierasz te zarzuty?

J.G.: – Czuję się ogromnie pokrzywdzony przez państwo. Już nie mówię o postawieniu mi zarzutów czy długoletniego poczucia bycia odrzutkiem i banitą. Boli mnie okrutnie to, że nasi ojcowie niszczą życie swoim synom i córkom tylko i wyłącznie z uprzedzeń i fałszywych przekonań. Boli okrutnie mnie to, że gdy chcemy pokazać ojcom, że się mylą jesteśmy traktowani jak bękarty i nikomu niepotrzebny plebs. A palacze zioła to w dużej mierze ludzie z problemami wewnętrznymi czy rodzinnymi, wrażliwi i inteligentni, bo marihuana w przeciwieństwie do alkoholu, czy narkotyków w proszku potrafi pobudzić wyobraźnię, otworzyć umysł, poszerzyć percepcję, wyostrzyć zmysły i odczucia danej chwili. Na chwile obecną konsumenci marihuany chowają się w domach i piwnicach zamiast wyjść do ludzi i wzbogacać nasze zalkoholizowane i agresywne społeczeństwo. Oczywiście, nadużywanie marihuany ma swoje negatywne efekty uboczne. U nadużywającego mogą wystąpić reakcje przeciwne od wyżej wymienionych. We wszystkim trzeba znać umiar. Ale jest to roślina relatywnie nieszkodliwa. Dlatego patrząc na moje życie nie żałuję, że używam konopi. Żałuję, że zacząłem robić to tak wcześnie, a świat dorosłych okłamał mnie oferując mi alkohol, jednocześnie zabraniając marihuany. Gdybym zgodził się z naszymi ojcami już dawno stałbym pod budką z piwem, nie będąc przydatnym społeczeństwu w żadnym stopniu. Mam nadzieje, że to się zmieni. Bez ofiar nie ma sukcesu. Ja i moi koledzy i koleżanki, pacjenci i opiekunowie jesteśmy tymi ofiarami, dzięki, którym status tej najbardziej przydatnej rośliny człowiekowi się zmieni.

– Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

PRACA MAGISTERSKA – PRZECIWDZIAŁANIE I ZWALCZANIE NARKOMANII W POLSCE – JOANNA ZAREMBA

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI

Nie ma nas aktualnie przy komputerze, ale nie krępuj się, napisz do nas!

Wysyłanie
Sadzić, Palić, Zalegalizować!        |        WolneKonopie.org © 2017  -  "Made on blunt." - by concrete jungle underground.
 
lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account