Jeden z symboli kultury masowej. Jak trzy paski adidasa i ugryzione jabłko. Jej listki kojarzą się wielu z wolnością. Innym – ze złem pod postacią narkomanii. Funkcjonowała w tle przez wieki, niezależnie od panujących systemów politycznych. Właśnie rozpoczyna huczne tournée po Polsce.

„Sadzić, palić, zalegalizować!” wykrzykiwał wraz z uczestnikami tegorocznego Marszu Wyzwolenia Konopi Janusz Palikot. Zapalił zioło publicznie. Wziął dwa duże machy. To odważny gest jak na polskiego polityka. Zaraz zaczęto pytać: Czy to przejaw populizmu i przyciągania elektoratu, czy faktyczne wsparcie batalii trwającej od lat?

Słuchając zespołów, zdobywających serca młodego pokolenia, łatwo zauważyć, że bywa tematem wiodącym. Wokaliści, czyli nawijacze, to od wielu lat pierwsza, narażona na największe represje, linia natarcia trzymilionowej – jak się ocenia na podstawie oficjanych badań – rzeszy polskich użytkowników marihuany. Muzycy dobijają się o gram wolności, a słuchacze skandują hasła wraz z nimi. Gdy wrocławski Natural Dread Killaz śpiewa na kolejnym koncercie: „Kto jest za legalizacją, niech podniesie ręce w górę!”, zawsze wyrasta las rąk.

– Nie znam środowiska, w którym nie ma palaczy marihuany – zapewnia Andrzej Dołecki, działacz Inicjatywy Wolne Konopie i organizator corocznych marszów, przyciągających kilkanaście tysięcy ludzi – od lat największych demonstracji w Polsce. – Policjanci też palą. Tyle razy mnie zatrzymywali, że już się znamy. Czasem na ulicy pytają tylko, czy mam jointa. Proszą, by wypalić go za ich zdrowie. Przez lata wypracowaliśmy sposób zachowań w razie zatrzymania z ziołem. „Łapacze” też mają dość biurokracji, w jaką łatwo ich wpędzić przyjmując określoną postawę.

Raport WHO kończy dyskusję

Działacze ruchu, obnoszący się wręcz z trawką, zaczynają być traktowani jak artyści i celebryci, wśród których wielu nie kryje, że pali, a nikt ich nie rusza.

– Oficjalnie mówią o tym Maciek Maleńczuk, Kora i setki wykonawców hip-hopu, reggae, bluesa, rocka, jazzu i muzyki poważnej – zapewnia działacz Wolnych Konopi. – Chcemy, po pierwsze, doprowadzić do tego, by za palenie nie groził wyrok więzienia. Wtedy, zapewniam, nagle przyzna się do popalania wielu ludzi z pierwszych stron gazet. Polityków też.

Na razie jednak osoba zatrzymana z najdrobniejszą porcją suszu podlega karze. Rocznie około tysiąc osób traci z tego powodu wolność.

– Tylko w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku w województwie kujawsko-pomorskim ujawniono 3136 przestępstw narkotykowych – informuje komisarz Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy. – Postawiono zarzuty 1379 sprawcom. 136 osób zostało aresztowanych.

Policja i CBŚ chwalą się likwidowaniem kolejnych plantacji, ale przyznają, że większość sprawców to młodzi ludzie z niewielkimi porcjami środka odurzającego.

– Pamiętajmy, że słynne hasło HWDP, będące przejawem skrajnej niechęci do policji, powstało po roku 2001, gdy zaostrzono prawo dotyczące posiadania nawet niewielkich ilości trawki na własny użytek – przypomina Andrzej Dołecki. – Prawo skierowane przeciwko dilerom i producentom uderzyło w popalające płotki. W 2001 roku 70 procentom osadzonym w zakładach karnych udowodniono sprzedaż. Teraz zatrzymywanych jest kilka razy więcej osób, a sprzedaż udowodniono tylko 20 procentom. Zarazem około 70 procent skazanych zostało za posiadanie mniej niż jednego grama. Czasem chodzi o naprawdę śladowe ilości. Skoro tak, to warto byłoby przebadać stary sweter Donalda Tuska, który przyznał, że kiedyś miał z marihuaną kontakt. Pewnie znaleziono by na nim resztki zioła, za które premier też powinien trafić za kraty.

Największym orężem zwolenników legalizacji marihuany jest słynny raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 1995 roku. Znalazły się w nim wnioski kończące w zasadzie wszelkie dyskusje. Zdaniem naukowców, marihuana jest zdecydowanie mniej szkodliwa od alkoholu i tytoniu. Niemożliwe jest śmiertelne przedawkowanie tego środka. W o wiele mniejszym stopniu uzależnia też od obu groźnych substancji powszechnie dostępnych na rynku.

– Oczywiście, paląc stale i mając skłonności można się uzależnić. Ale podobnie jest z uzależnieniami od komputera czy telewizji – twierdzi Andrzej Dołecki. – Jesteśmy za edukacją, przeciw penalizacji, która nigdzie na świecie się nie sprawdziła i wszędzie się od niej odchodzi.

Co ciekawe, podobnie problem widzi Elżbieta Rachowska, terapeuta z ogromnym doświadczeniem, pełnomocnik Zarządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego ds. profilaktyki i przeciwdziałania uzależnieniom.

– Restrykcyjne prawo wprowadzono w 1971 roku w USA za czasów Nixona – przypomina. – Na walkę z narkotykami wydano 500 miliardów dolarów, a efekt praktycznie żaden. Edukacja jest skuteczniejsza. W Holandii, gdzie jak wiadomo przymknięto na marihuanę oko i funkcjonują coffee shopy, w których można legalnie kupić opodatkowaną marihuanę, kontakt z nią ma o połowę mniej młodych ludzi niż w USA, gdzie grozi za to więzienie. Dwadzieścia procent piętnastolatków paliło w Stanach, a tylko siedem procent w Holandii. Tegoroczny raport ONZ mówi wprost – represyjna strategia nie przyniosła efektów, a skoro ta wojna nie może być wygrana, należy problem oswajać.

Podczas gdy wcześniej mówiło się o konieczności abstynencji, dziś mówi się o ograniczeniu szkód. Nawet część Monaru, który trzymając się dotąd sztywnej linii jego założyciela, Marka Kotańskiego, mówił marihuanie stanowcze, jednoznaczne „nie”, zaczyna być bardziej elastyczna. Krakowski oddział tej organizacji przyjmuje politykę ograniczania szkód. Na jego stronie internetowej znalazła się nawet porada, jak palić trawę zmniejszając jej szkodliwość. (Chodzi o to, by nie trzymać dymu zbyt długo w płucach, bo substancja czynna, czyli tetrahydrokannabinol, wnika ponoć błyskawicznie, więc szkoda niszczyć sobie zdrowie substancjami smolistymi).

Im młodszy, tym gorzej

Wojna z marihuaną poniosła też fiasko na poziomie lokalnym. – Badania postaw zdrowotnych młodzieży toruńskiej, zlecone przez Wydział Zdrowia Urzędu Miasta, wykazały blisko stuprocentowy wzrost popularności tego środka wśród młodzieży w ciągu ostatnich czterech lat – przyznaje Jacek Szczepkowski, terapeuta, kierujący Całodobowym Młodzieżowym Oddziałem Leczenia Uzależnień w Czerniewicach. – W 2007 roku 6,4 proc. gimnazjalistów i 9,7 licealistów przyznawało się do używania marihuany, a dziś mówi o tym 11,6 proc. gimnazjalistów i 18,7 licealistów. Oczywiście, najpoważniejsze skutki może środek ten wywołać u osób najmłodszych. Im młodszy, tym gorzej. Choć nie obserwuje się uzależnienia fizycznego, uzależnienie psychiczne może wystąpić. Skutkiem może być syndrom amotywacyjny, czyli odpuszczenie sobie celów długoterminowych, życie dniem dzisiejszym. Mówię: może, bo nie każdy młody człowiek próbujący trawki ma z tym problem. Nie demonizujmy, wielu próbujących rezygnuje z marihuany uznając, że to nie dla nich. Podobnie jak zdecydowana większość młodych ludzi prędzej czy później próbuje alkoholu, ale tylko nieliczni zapadają na alkoholizm.

Najważniejsze jest podejście obojga terapeutów do penalizacji. Zarówno Elżbieta Rachowska, jak i Jacek Szczepkowski są przekonani, że karanie więzieniem za niewielkie ilości trawy jest nie tylko bezsensowne, ale wręcz szkodliwe. Przypominają, że gdy w 2001 roku zaostrzano w Polsce prawo, środowisko terapeutów było zdecydowanie przeciw penalizacji.

– Najłatwiej łapać dzieciaki, czyli sprawców z dowodem przestępstwa w kieszeni, i mnożyć pozorne sukcesy – tłumaczy Elżbieta Rachowska. – Wymiar sprawiedliwości może od niedawna odstępować od karania w przypadku posiadania małych ilości. Ale tego nie robi.

Działacze Wolnych Konopi przyznają, że od dawna szukali ugrupowania politycznego, które poparłoby ich dążenia do, w pierwszym etapie, depenalizacji, później dekryminalizacji, a ostatecznie legalizacji marihuany. – Praktycznie chodzi o to, by za marihuanę nie ścigano i dopuszczano prywatne hodowle kilku krzaczków na własne cele – tłumaczą.

– Dotychczasowe doświadczenia przekonały nas, że politykom nie należy wierzyć – przyznaje Andrzej Dołecki. – Szczególnie boleśnie zawiedliśmy się na pustych obietnicach SLD. Gdy pojawił się Janusz Palikot, też byliśmy sceptyczni. Ale w końcu komuś trzeba zaufać.

Naprawdę chcemy legalizacji

Wielu działaczy tego ruchu do dziś jest przeciwnych wchodzeniu w politykę. Dlatego z tym większą uwagą przyglądają się realizacji haseł głoszonych w kampanii wyborczej.

– Bez obaw. Nie rzucamy słów na wiatr – zapewnia Maciej Wydrzyński, debiutujący w parlamencie poseł Ruchu Palikota z Torunia. – Idziemy zdecydowanie w stronę legalizacji marihuany, a przynajmniej w pierwszym etapie depenalizacji i dekryminalizacji. Zdaję sobie sprawę, że to śliski temat, bo poziom uświadomienia społeczeństwa w tej kwestii jest niski. Na pytanie: Czy chciałbym, by moje dziecko paliło trawę? – odpowiem: Nie. Tu nie chodzi o przyzwolenie na dostępność tego środka dla dzieci. Chodzi o to, by dorośli ludzie przestali być za palenie karani. Bo to absurd i średniowiecze. Przestańmy być obłudni – palą miliony ludzi, nie tracą z tego powodu pracy, działają czynnie w społeczeństwie, rozwijają się, tworzą. O marihuanie nie przestanie być w Polsce głośno. Zaręczam. Odpowiednia ustawa zostanie przygotowana. A do tego czasu wiele się wydarzy. Planujemy chociażby zapalić większą grupą parlamentarzystów trawkę w Sejmie. My naprawdę chcemy legalizacji i do niej doprowadzimy. Ta zmiana nadejdzie. To już się zaczyna.


Zdaniem eksperta

Elżbieta Rachowska, pełnomocnik Zarządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego ds. profilaktyki i przeciwdziałania uzależnieniom:

image

Ewentualnej legalizacji marihuany nie obawiam się szczególnie. Gdyby do niej doszło, niewiele tak naprawdę się zmieni. Trawa jest dostępna i dziś, mimo srogich zakazów. Być może więcej osób starszych po nią sięgnie z ciekawości. Po krótkim szoku, wszystko się ustabilizuje.

Najgorsza jest panika – ktoś zapali dwa, trzy razy i już robi się z niego narkomana. W takim przypadku lepsza jest troska, rozmowa niż skierowanie do specjalistycznego ośrodka, w którym leczy się przypadki poważne. Nie wierzę, że nagle ich raptownie przybędzie. Pamiętajmy, że uzależnienie nie zależy od substancji chemicznej. To szerszy problem.


WARTO WIEDZEĆ

Marycha, gandzia, stuff, zielsko…

Na świecie ma dziesiątki nazw, znana i stosowana jest od tysięcy lat. Marihuana występuje w suszu konopi, a dokładnie w kwiatostanach żeńskich tej rośliny. Stosowana jest nie tylko jako używka, znane są jej medyczne zastosowania, szczególnie w leczeniu stwardnienia rozsianego, a także niektórych odmian raka. To z tego powodu w wielu stanach USA dostępna jest na receptę. Najliberalniej do jej używania podchodzi się w Holandii, gdzie sprzedawana jest legalnie w funkcjonujących tam coffee shopach.

Legalna jest też w niektórych kantonach Szwajcarii. Z depenalizacji zrezygnowano w Hiszpanii, Portugalii i Republice Czeskiej. We Włoszech zezwolono na posiadanie jej niewielkich ilości i hodowlę na własny użytek po aferze spowodowanej przebadaniem tamtejszych parlamentarzystów. U większości z nich stwierdzono śladowe ilości tej substancji, a u części także innych narkotyków. Najostrzej do marihuany podchodzi się w krajach skandynawskich i krajach byłego bloku wschodniego.

Zdaniem zwolenników legalizacji marihuany, już sama jej depenalizacja i dekryminalizacja uderzy w struktury mafijne, które zbijają kokosy dzięki produkcji na wielką skalę i nielegalnemu obrotowi. W Polsce najgorętszym orędownikiem absolutnego zakazania używania marihuany był Marek Kotański, twórca Monaru. Opierał się na badaniach amerykańskich sprzed kilkudziesięciu lat. To wtedy powstała tzw. teoria przejścia od marihuany do tzw. twardych narkotyków, czyli m.in. heroiny. Dziś teoria przejścia ma coraz mniej zwolenników, podważono ją chociażby właśnie w USA.

Warto wiedzieć, że Polska w latach 70. była trzecim na świecie producentem konopi w celach przemysłowych. Włókna konopi są doskonałym surowcem tekstylnym, jej sprasowane łodygi mogą służyć jako wysokokaloryczny materiał opałowy. Dziesiątki zastosowań propaguje Instytut Włókien Naturalnych. Dziś jednak rolnicy, chcący uprawiać odmiany nieposiadające narkotycznego THC, muszą uzyskać zezwolenie i powinni ogrodzić płotem plantację. To, oczywiście, się nie opłaca, dlatego konopie produkuje się obecnie w Polsce w śladowych ilościach.

ŹRÓDŁO:

Ekspress Bydgoski

Jakub Gajewski
0 Komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Sadzić, Palić, Zalegalizować!        |        WolneKonopie.org © 2020  -  Made on blunt. -  underground.  
lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account