Klasyczny urzędniczy unik w Polsce opanowano do perfekcji. Gdy obywatele pytają o absurdalne koszty i społeczne dramaty wynikające z obecnej polityki narkotykowej, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) zasłania się procedurami: „Idźcie do Ministerstwa Zdrowia”. Problem w tym, że w rzeczywistości nie lekarze w kitlach, ale policjanci w mundurach zamykają rocznie tysiące ludzi za przysłowiowego grama. Czas wreszcie zacząć o tym rozmawiać.
Scenariusz powtarza się regularnie. Kolejna prośba o spotkanie z przedstawicielami MSWiA kończy się suchą odmową. Resort ucina dyskusję, twierdząc, że kwestie związane z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii leżą wyłącznie w kompetencjach Ministerstwa Zdrowia.
Taką argumentację można by jeszcze kupić, gdyby debata dotyczyła procedur refundacyjnych, czysto medycznych aspektów konopi czy programów wychodzenia z uzależnień. Nasze postulaty uderzają jednak w zupełnie inne tony – dotyczą systemowej machiny represji, która co roku mieli tysiące Polaków.
Kto naprawdę prowadzi tę wojnę?
Sprowadźmy dyskusję na ziemię i odrzućmy urzędniczą nowomowę. Wszak nie Ministerstwo Zdrowia zatrzymuje młodych ludzi na ulicach. Nie urzędnicy od medycyny przeszukują piwnice, samochody i prywatne telefony. Wreszcie, nie resort zdrowia organizuje wielogodzinne, stresujące przesłuchania i angażuje gigantyczne środki w nagonkę na ludzi, którzy nikomu nie wyrządzili krzywdy.
Wszystkie te działania realizuje Policja. Formacja bezpośrednio podległa pod MSWiA.
Próba przekonania opinii publicznej, że główny wykonawca polityki karnej nie jest stroną w dyskusji o jej sensowności, brzmi jak intelektualna kapitulacja. Trudno zaakceptować sytuację, w której ministerstwo nadzorujące tysiące funkcjonariuszy udaje, że temat masowych zatrzymań za śladowe ilości substancji go nie dotyczy.
O czym ministerstwo nie chce słuchać?
Nikt nie oczekuje od MSWiA, że z dnia na dzień napisze nową ustawę i zalegalizuje rynek. Rozmowa, której resort tak rozpaczliwie unika, ma dotyczyć realnych skutków obecnych przepisów. Chcemy rozmawiać o faktach, liczbach i społecznych kosztach:
- O marnowaniu policyjnego czasu: Ile godzin funkcjonariusze poświęcają na ściganie użytkowników marihuany zamiast na walkę z realną, brutalną przestępczością, która zagraża bezpieczeństwu na ulicach?
- O przepalaniu publicznych pieniędzy: Ile milionów złotych z kieszeni podatników idzie rocznie na opłacanie biegłych, procedury laboratoryjne i papierologię przy sprawach o ćwierć grama suszu?
- O niszczeniu zaufania: Jak masowe trzepanie kieszeni nastolatków wpływa na wizerunek służb? Czy państwo karzące za wybory osobiste może budować szacunek do prawa?
Powyższe kwestie nie stanowią abstrakcyjnych pytań filozoficznych. Mówimy o efektywności państwa i racjonalności wydawania naszych wspólnych pieniędzy. Odpowiedzi na te pytania powinny znać oba resorty – zarówno ten od zdrowia, jak i ten od spraw wewnętrznych.
Dwadzieścia lat w ślepym zaułku
Od ponad dwóch dekad obserwujemy ten sam, zakurzony mechanizm. Resort A odsyła do resortu B, resort B wskazuje na instytucję C. Karuzela się kręci, a odpowiedzialność za błędy systemu rozpływa się w ministerialnych korytarzach.
Rzeczywistość nie czeka jednak na urzędników. Statystyki pęcznieją, pochłaniając kolejne życiorysy za czyny o znikomej szkodliwości społecznej. Wydajemy miliony na system, który nie rozwiązuje żadnych problemów zdrowotnych ani kryminalnych, za to świetnie radzi sobie z produkowaniem papierowych sukcesów w policyjnych tabelkach.
Piłeczka wróci. Zawsze wraca
Mówimy wprost: nie zamierzamy odpuścić. Jeśli MSWiA liczy na to, że obywatele zmęczą się ignorowaniem i urzędniczym spychaniem tematów, grubo się myli. Jeśli trzeba będzie wysłać setne pismo – wyślemy je. Jeśli trzeba będzie powtórzyć argumenty po raz tysięczny – zrobimy to bez wahania.
Działamy tak nie w pogoni za łatwym sukcesem. W demokratycznym państwie prawnym władza ma po prostu obowiązek rozmawiać z obywatelami. Szczególnie wtedy, gdy społeczeństwo głośno punktuje absurdy, upomina się o prawa człowieka i żąda logicznego zarządzania publicznym groszem.
MSWiA może dalej udawać, że nie ma z tą sprawą nic wspólnego. My konsekwentnie będziemy przypominać, w czyim imieniu i za czyje pieniądze ministerstwo wysyła patrole na ulice.
ODPOWIEDŹ MSWiA
pismo_do_wolnekonopie.org3_NASZA PONOWNA PROŚBA O SPOTKANIE
odpowiedz-do-mswia-w-sprawie-spotkania- Czysta fikcja i odbijanie piłeczki. Dlaczego MSWiA udaje, że nie ma rąk ubrudzonych wojną z narkotykami? - 23 czerwca 2026
- Jak zgłosić uprawę konopi do KOWR? Instrukcja krok po kroku [Stan na 2026 rok] - 9 czerwca 2026
- My palimy nasze rośliny, wy palicie nasze pieniądze! Mamy dowód, że policyjna machina działa dla statystyk - 9 czerwca 2026







