FRAGMENT ROZDZIAŁU PRACY LICENCJACKIEJ JOANNY ZAREMBY. NA KOŃCU ARTYKUŁU LINK DO CAŁEJ PRACY

Rozdział 3.3. Wywiad z Jakubem Gajewskim – wiceprezesem Stowarzyszenia Wolne Konopie Aby móc bliżej przyjrzeć się działalności Stowarzyszenia Wolne Konopie został przeprowadzony wywiad z jednym z założycieli organizacji, wiceprezesem Jakubem Gajewskim, który jako działacz odpowiada za koordynację Wolnych Konopi w sieci i budowanie struktur organizacji. Jest również współtwórcą i organizatorem wielu projektów m.in. gazet, sklepów, płyt muzycznych, Marszy Wyzwolenia Konopi, pikiet Wolnych Konopi, Otwartej Pestki i innych. Jak sam twierdzi, od zawsze działał dla idei legalizacji pomagając przy tym wielu poszkodowanym. Jakub Gajewski reprezentuje Wolne Konopie w mediach oraz uczestniczy w debatach poświęconych polityce narkotykowej.

– Czym konkretnie zajmuje się stowarzyszenie Wolne Konopie?

siouyodymek

Jakub Gajewski: – Głównymi założeniami Stowarzyszenia Wolne Konopie jest działalność na rzecz zmiany prawa obowiązującego w Polsce wobec roślin jakimi są konopie. Pracujemy m.in. nad zmianą ustawy zarówno odgórnie tj. składając nasze propozycje ustaw w Sejmie i zaskarżając obecną ustawę w Trybunale Konstytucyjnym oraz oddolnie – organizując debaty traktujące o problemie, wydając Gazetę Spliff, pomagając tworzyć polską wersję międzynarodowej Gazety Soft Secret, poradniki prawne, książki o konopiach, nasz sztab prawników pomaga wychodzić z opresji delikwentom muszącym zmierzyć się z polskim wymiarem „sprawiedliwości”. Reprezentujemy również prawa pacjentów medycznej marihuany i walczymy o poprawę ich życia lobbując w placówkach zdrowia, wśród lekarzy. Pracujemy również nad rozwojem upraw konopi siewnej w Polsce, która  mogłaby dać pracę setkom tysięcy ludzi! Zajmujemy się również rozwojem rynku konopnego w szerokim tego słowa znaczeniu! Kiedyś, gdy byliśmy przez władze uznani za grupę przestępczą zajmowaliśmy się walką z Policją i systemem. Organizowaliśmy akcje uliczne, robiliśmy na złość Policji, ale wtedy byliśmy młodzi i gniewni. Teraz zmieniliśmy postrzeganie wraz z wiekiem, a i postrzeganie przez społeczeństwo naszej organizacji i osób używających  z roku na rok się zmienia.

– Do czego dążą działania Wolnych Konopi? Jakie są główne postulaty waszego stowarzyszenia?

J.G.: – Głównym postulatem jest całkowita wolność dla tej rośliny – czyli deregulacja. Oczywiście do tego czasu jeszcze długa droga, która wydaje się  wręcz niemożliwa do osiągnięcia, dlatego też najpierw należy podjąć małe kroki począwszy od dekryminalizacji, aż do legalizacji kontrolowanej. Jednak pierwszą rzeczą do jakiej dążymy jest ułatwienie używania jej do celów medycznych ludziom jej potrzebującym, zaprzestania wsadzania do aresztów i więzień użytkowników oraz wykorzystania jej w gospodarce. Legalizacja do używania rekreacyjnego jest na samym końcu naszych postulatów. Dodam, że wbrew temu co mówią o nas prohibicjoniści chcemy zmienić obecną sytuację, w której dzieci mają łatwiejszy dostęp do konopi niż dorośli! Sytuację, do której oni doprowadzili. Wbrew pozorom nie namawiamy do używania niepełnoletnich tylko przestrzegamy ich przed przedwczesnym używaniem przetworów z konopi – tak się składa, że My docieramy do nich bardziej niż ich rodzice, nauczyciele i policjanci razem wzięci. Mamy świadomość jaka odpowiedzialność na nas spoczywa.

– Otwarcie deklarujesz, że jesteś konsumentem marihuany. Jak często ją stosujesz? Jaki Twoim zdaniem ma wpływ na zdrowie i stan psychiczny człowieka?

J.G.: – Mam 32 lata, konsumuję marihuanę od 17 lat w postaci nie tylko palenia ale również spożywczej. Codziennie używam jej od ok. 14 lat. Obecnie jestem na etapie zupełnego odstawienia tej rośliny po raz pierwszy w życiu. Trwa właśnie 43 dzień odstawienia. Poza bezsennością i „zimnymi potami” w pierwszych 6 dniach nie widzę żadnych rezultatów i efektów ubocznych odstawienia, zarówno psychicznych jak i fizycznych. Co prawda jest to krótki czas, pełny obraz będę miał po 3 miesiącach, kiedy organizm zupełnie zostanie oczyszczony z kanabinoidów, jednak do tej pory z zaskoczeniem przyznaję, że odstawienie przyszło mi bez większych problemów. Zauważam pozytywy odstawienia – tj. poprawienie pamięci, wydajność w pracy, bardziej unormowany i uporządkowany tryb dnia. Jednak stwierdzam, że bez motywacji bardzo ciężko marihuanę odstawić. Ja takową miałem i dalej mam. Oczywiście, znam negatywy nadużywania marihuany. Przede wszystkim podczas używania, z powodu upośledzenia pamięci krótkotrwałej (skutki odwracalne) dużo trudniej się człowiekowi żyje na co dzień, ponieważ często zapomina o podstawowych rzeczach czy czynnościach, np. umówienie na wizytę lekarską czy wieczne zapominanie kluczy itp. Stąd się biorą informacje o obniżaniu IQ. Wiadomo, że jeżeli człowiek zapomina to gorzej się uczy i wykonuje codzienne czynności. Negatywnie wpływa również na oskrzela, poza tym nie miałem nigdy żadnych problemów psychicznych po paleniu marihuany ani syndromów amotywacyjnych. Uważam, że jak ktoś jest leniem od urodzenia to może mieć większy problem przy używaniu marihuany i taki „syndrom” może u niego wystąpić. Jednak podejrzewam, że na trzeźwo też daleko w życiu by nie doszedł. Natomiast po konsumpcji oleju z kwiatów czy przetworów spożywczych można już przeżyć dużo silniejsze stany ponieważ do obiegu w organiźmie dostaje się 100% kanabinoidu THC a w przypadku spalania raptem  15-20%. Moim zdaniem odpowiedzialne używanie (czego w moim przypadku nie można powiedzieć) może poprawić zdrowie niż zaszkodzić. Jednak trudno używać marihuanę odpowiedzialnie, bo jest to chyba jedyna używka, od której nadużywanie tak naprawdę można „polubić”. Zaznaczam, że jest to moje subiektywne zdanie. Znam kilka osób, które sobie nie radzą z jej używaniem, ale to jest kwestia podejścia do tej używki i jest to naprawdę nikły procent wśród tych 17 lat spotykania ludzi i wspólnych sesji palenia zioła. Dużo więcej problemów widzę u osób, które łączą używkę np z alkoholem – wtedy mogą rzeczywiście występować po jakimś czasie poważne problemy zdrowotne. Każdego przestrzegam przez takimi rozwiązaniami!

– Istnieje wiele dowodów, przeprowadzono bardzo dużo badań potwierdzających skuteczność stosowania konopi i przetworów, tj. olej konopny, w medycynie, m.in. przy leczeniu astmy, autyzmu czy spastyczności u osób chorych na stwardnienie rozsiane. Inni natomiast twierdzą, że marihuana nie pomaga, a wręcz szkodzi. Dlaczego tak skuteczny lek budzi tak wielkie kontrowersje? Być może nawet lęk?

J.G.: – Marihuana jest nielegalna z zupełnie innych powodów niż się Nam wydaje. Jest to najmniej szkodliwa używka ale za to najbardziej pożyteczna ze wszystkich, zarówno w medycynie, jak i gospodarce. Do tego nie można jej opatentować a każdy jest w stanie ją zasiać i uzyskać z niej korzyści. Nielegalność konopi to walka z konformizmem, z innością. Delegalizowano ją w czasach kiedy stosowano nagonki na imigrantów z Meksyku i Afryki, którzy „zabierali” pracę Amerykanom, a byli znani z używania konopi w celach rekreacyjnych. Zdelegalizowano ją również dla własnych interesów wąskiej grupy ludzi, którzy mieli narzędzia, aby fałszywie zmienić postrzeganie tej rośliny. Wykorzystanie jej w pełni zabrałoby ogromne przychody koncernom farmaceutycznym, produkty z konopi mogłyby wyprzeć większość leków z aptek, a przemysł tekstylny, sztuczny czy drzewny zachwiałby się w podstawach! Delegalizacja konopi to bodajże największe oszustwo zastosowane przez możnych tego świata wobec obywateli XX wieku.

– Czy konsumpcja marihuany naprawdę uzależnia? Uważasz, że może prowadzić do uzależnienia od narkotyków twardych?

J.G.: – Uważam, że „przyzwyczaja” lub u niektórych, słabszych jednostek doprowadza do uzależnienia psychicznego (ok. 10% użytkowników). Jednak uzależnienie to jest niczym w porównaniu do uzależnienia od tytoniu, alkoholu czy nawet kawy! Jeżeli rezygnujesz ze swoich hobby, zainteresowań, stawiasz marihuanę przed szereg wszelkich innych czynności życiowych to wedle medycznej definicji jesteś uzależniony. Teoria tzw. „bramy przejścia” została obalona już dawno temu i bierze się ona z czasów kiedy tworzono na potrzeby delegalizacji fałszywe argumenty, przecież pierwszymi narkotykami, które spożywa młody człowiek jest tytoń i alkohol. Idąc tym tokiem myślenia logicznym jest fakt, że to one prowadzą do marihuany, a później do innych narkotyków, jednak jest to błędne myślenie. Prohibicja jest największym problemem i to ona prowadzi ludzi do używania innych substancji – doskonale widać to na przykładzie dopalaczy. Poprzez politykę „zero tolerancji” marihuana jest zepchnięta do świata przestępczego i diler oferujący tę używkę otwiera przed użytkownikiem wachlarz innych, twardszych substancji, które rzeczywiście uzależniają dużo bardziej i tworzy w ten sposób kanał zarabiania pieniędzy dla świata przestępczego, bo klient uzależniony fizycznie i psychicznie zrobi wszystko, aby zdobyć potrzebną do zaspokojenia uzależnienia substancję. Przy marihuanie tak nie ma, gdyby odciąć ją od świata przestępczego spożycie narkotyków twardych znacznie by zmalało, zresztą pokazują to statystyki w Holandii, Czechach czy ostatnio w Kolorado. Należy pamiętać, że jest to używka psychoaktywna i niektórzy ludzie po prostu lubią eksperymentować i znajdować się pod wpływem różnych substancji, bo takie mają po prostu cechy charakteru lub małą wiedzę na temat uzależnień oraz o danej substancji.

– Twoim zdaniem, w Polsce powinien być podział na narkotyki twarde i miękkie?

J.G.: – Jestem za kontrolowaną legalizacją wszystkich narkotyków, ale dopiero jak się wyedukuje w tym temacie społeczeństwo, jak się stworzy skuteczne, nieokraszone straszeniem i fałszem programy profilaktyczne. Na pewno trzeba wyciągnąć marihuanę z jednego worka z twardymi narkotykami, odseparować ją od świata przestępczego, ponieważ jest to najpopularniejsza używka, a zarazem najmniej szkodliwa.

– Wiele osób optuje za zmianami w regulacjach polskiej polityki narkotykowej. Grono zaangażowanych w działalność na rzecz legalizacji oraz zwolenników takich zmian prawnych wskazuje na dość duże uchybienia, głównie jeżeli chodzi o umarzanie spraw za posiadanie niewielkich ilości marihuany. Jak Twoim zdaniem wygląda polska polityka narkotykowa?

J.G.: – Polska polityka narkotykowa to absurd. Ustawa została napisana przez zespół ludzi, którzy nigdy nie mieli do czynienia z tym problemem. Pisana jest na chybcika i zawarte w niej są osobiste poglądy jej twórców. Dosłownie wszystkie zapisane w niej punkty nie są wykonywane poprawnie, poza wyrobionym już na przestrzeni lat automatyzmem ściganiem użytkowników narkotyków. Profilaktyka nie działa, założone programy profilaktyczne są fałszerstwem i są robione pod publiczkę, prowadzone są przez osoby do tego nieprzygotowane, to na tej samej zasadzie co ksiądz radzący rodzinom jak mają wspólnie żyć mimo, iż nie ma w tej kwestii żadnego doświadczenia. Jest to maszynka do zarabiania pieniędzy, olbrzymia ilość ludzi żyje z tego, że jest to nielegalne. Instytucje takie jak Monar czy Policja uzyskują z tego czysty pieniądz, a Policja do tego fałszuje realny obraz wykrywania przestępstw, gdyż aresztowanie osoby posiadającej narkotyki jest od razu przestępstwem wykrytym. Policjant nie musi prowadzić dochodzenia, gdyż od razu ma sprawcę i czyn. W polskiej polityce narkotykowej nie ma żadnych ram, a prokurator i sędzia może zastosować, zgodnie ze swoimi poglądami, wysokość kary. Doprowadza to do tego, że w różnych miejscach różnie traktuje się złapanych użytkowników narkotyków, a przecież prawo winno traktować jednakowo każdego obywatela i absurd tej ustawy doprowadził do tego, że w Białymstoku za 0,5 grama można trafić do więzienia, a w Warszawie czy Wrocławiu delikwentowi sprawę się umarza.

– Co w tym prawie należałoby zmienić?

J.G.: – Na początku przede wszystkim winno wprowadzić się rozporządzenia niekarania za posiadanie lub uprawę małych ilości, powinno się wprowadzić tabelę wartości granicznych. Powinno stworzyć się programy profilaktyczne oparte na rzetelnej informacji na temat narkotyków. Później należy marihuanę zalegalizować. Winno stworzyć się rynek podobnie jak to ma się w przypadku alkoholu. Jest wiele modeli legalizacji, w Wolnych Konopiach spieramy się które są lepsze, w każdym bądź razie po przykładach Urugwaju czy liberalizacji polityki w Holandii czy Kolorado każde rozwiązanie pokazuje, że jest lepszym rozwiązaniem niż prohibicja. Oczywiście dużo zależy od działań wymiaru sprawiedliwości aby przestępcy nie zalegalizowali swojej działalności, aby mafie i gangi nie przejęły obrotu legalnym towarem dlatego prawo musi być jasne. W Holandii jest problem z grupami przestępczymi i zbyt rzadkimi kontrolami punktów, w których można kupić marihuanę. Dużo negatywów wprowadza tutaj nie do końca rozwiązana liberalizacja tej polityki. Gdyż legalne kofiszopy muszą zaopatrywać się na nielegalnym rynku jednak to jest problem Policji i legislacji natomiast rzeczywistość pokazuje, że społeczeństwo używa mniej marihuany niż u Nas a użytkownik marihuany dostaje czysty i sprawdzony towar. Dlatego też tak ważna jest pełna legalizacja a nie połowiczna, dekryminalizacja, lub depenalizacja. To są rozwiązania krótkotrwałe, moim zdaniem w dłuższej mierze czasu prowadzące do rozrostu rynku przestępczego i wiążące ręce policji.

– Czy sprzedaż marihuany po jej legalizacji powinna być, Twoim zdaniem, kontrolowana przez państwo?

J.G.: – Przy obecnej świadomości na ten temat winna być kontrolowana przez państwo z jak najmniejszą ilością struktur urzędniczych. Rozwiązania winny być proste i przejrzyste. Człowiek powinien móc uprawiać własne lub pójść móc kupić to w specjalnie przeznaczonych do tego punktach. Powinniśmy robić wszystko, aby dzieci nie eksperymentowały z narkotykami, a dorosłymi się nie zajmować. Skupiać uwagę na przestępcach, zorganizowanych grupach czy na dużych uprawach (idących w setki lub tysiące krzaków) i dużych dilerach a nie na użytkownikach czy płotkach, których działanie jest nikłą szkodliwością społeczną.

– Gdyby w Polsce uregulowano kwestie dotyczące legalności marihuany, z czego konkretnie do budżetu wpływałyby środki? O jakich kwotach byłaby mowa?

J.G.: – Jeśli chodzi o samą marihuanę do budżetu wpływałyby środki z akcyzy. Według Stowarzyszenia Wolne Konopie to około 8 mld zł. Jednak są to bardzo ostrożne szacunki. Moim zdaniem można by spokojnie uzyskać 16 mld zł rocznie z opodatkowania marihuany, albo i więcej. Poza tym po legalizacji skończyłoby się wydawanie przez państwo kilkuset milionów złotych na ściganie przestępstw związanych z konopiami. Można by przeznaczyć je na inne działania Policji oraz profilaktykę. Powstałyby dziesiątki, jeśli nie setki, tysięcy miejsc pracy, co też przynosi zyski dla Państwa w postaci podatków.

– Większość osób deklarujących się jako konsumenci marihuany, z którymi przeprowadzono ankietę, twierdzą zgodnie, że wielokrotnie byli zatrzymywani przez policję przeszukiwani w kompromitujący dla nich sposób, w czasie przesłuchań nakłaniano do podpisywanych fałszywych zeznań obciążających innych lub do dobrowolnego poddawania się karze. Osoby te bardzo przychylnie wypowiadają się o pomocy z Waszej strony. Jak w takich sytuacjach pomagają im Wolne Konopie?

J.G.: – Uczymy ich praw i wykorzystania ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Uczymy jak powinni zachowywać się i jak odpowiadać na pytania policjantów, i wszystko za darmo! Uruchomiliśmy prawnika, który odpowiada na wszelkie pytania i pomaga przejść przez cały proces od wpadki aż po wyrok. Policjanci wykorzystują niewiedzę „wpadkowiczów” represjonując i próbując w ten sposób upiec parę pieczeni na jednym ogniu. Bronimy ich przed pułapką zastawioną przez ustawodawcę na użytkownika marihuany w postaci dobrowolnego poddania się karze. W razie potrzeby oferujemy im uczciwych i profesjonalnych adwokatów, którzy podejdą do sprawy z zaangażowaniem i chęcią pomocy, a nie zarobku i oszustwa, jak to się bardzo często dzieje. Wydajemy poradniki i codziennie pisząc i krzycząc wszem i wobec uczymy ich praw!

– W przeprowadzonej ankiecie padło również pytanie o wyroki otrzymywane za posiadanie, uprawę lub handel marihuaną. Osoby deklarujące się jako skazane odpowiadały, iż nie zmieniło to ich stosunku do ganji. O czym to świadczy Twoim zdaniem?

J.G.: – Świadczy to o tym, że polityka represji zupełnie jest nieskuteczna. Owszem, u ludzi bardziej strachliwych może spowodować to odstawienie zioła na jakiś czas, ale nie jest to długi okres, później i tak się wraca do procederu. Z mojego świadczenia 99% użytkowników w dalszym ciągu konsumuje marihuanę lub diler ją sprzedaje. W przypadku handlu, mimo, iż diler znany jest Policji, jest on trudniejszy do uchwycenia, gdyż korzysta i wyciąga wnioski z doświadczeń. Niestety, często po wpadce, zaufanie do Policji graniczy z zerem, a wręcz przeradza się w nienawiść, a przecież Policja winna nas chronić i nam pomagać, reagować na niebezpieczeństwa. Rodzi to barierę i brak zaufania do instytucji państwowych. Sam od tych 17 lat czuje się jak banita w tym społeczeństwie, jako niepotrzebny i niechciany człowiek, mimo, iż żyję uczciwie i pomagam innym. Jestem wolontariuszem działającym na rzecz Polski i Polaków, pomagam starszym osobom, a aresztowany byłem 6-krotnie i jeszcze bardziej utwierdzałem się w swoim przekonaniu co do marihuany, będąc przy tym poniżany i źle traktowany.

– Większa część polskiej sceny politycznej jest przeciwna legalizacji. Jedyną partią, która patrzy przychylnie na takie działania jest Twój Ruch. Co sądzisz o tym, aby politycy wypowiadali się na ten temat? Czy ich zdanie jest uzasadnione?

J.G. : – Nasz postulat jest postulatem politycznym. I mimo, iż polityka to bagno musimy się w niej nurzać. Jestem wdzięczny Twojemu Ruchowi i niektórym politykom tej partii za to, że pomagają nam składać ustawy ich rękami, za to, że wprowadzili marihuanę do mainstreamu, spowodowali, że w polskich rodzinach i mediach się o tym rozmawia i nie jest to już teraz temat tabu. Odkąd politycy Twojego Ruchu zajęli się tym tematem, sędziowie, policjanci, i w mniejszym stopniu, prokuratorzy diametralnie zmienili postrzeganie użytkowników narkotyków, a co za tym idzie i co uważam za największy sukces mariażu naszej organizacji z polityką, to zupełnie inne, liberalniejsze wyroki niż przed zainteresowaniem się tym tematem Twojego Ruchu. Owszem, jest sporo zarzutów do form działalności tej partii na tym polu, ale moim zdaniem więcej jest pozytywów niż negatywów, a jeśli Twój Ruch będzie bardziej korzystał z naszych pomysłów, a mniej z populistycznych myśli swoich posłów będzie to bardziej merytoryczne i trafiające do społeczeństwa, ale zawsze można by coś poprawić. Jest jeszcze parę partii na zapleczu, które mają w swoim programie postulaty deregulacji, legalizacji czy depenalizacji! Czekamy aż ich czasy nadejdą i również wejdziemy chętnie z Nimi we współpracę, która notabene już się na tym zapleczu nieśmiale odbywa. Te partie to Partia Libertariańska, Demokracja Bezpośrednia, Polska Partia Piratów, Zieloni czy Kongres Nowej Prawicy.

– Wiadomym jest, że Wolne Konopie nawiązały porozumienie z Twoim Ruchem. Jak wygląda Wasza współpraca i na czym polega?

J.G.: – Współpraca polega przede wszystkim na wspólnym lobbowaniu wśród sejmowych posłów, na współpracy ekspertów z zakresu polityki narkotykowej, łączeniu środowisk oraz przygotowywaniu ustaw. Twój Ruch pomaga również naszemu stowarzyszeniu rozwijać się. Posłowie ochraniają nas podczas naszych sporów z instytucjami, podczas organizowanych happeningów. Posłowie piszą interpelacje, składają BIP’y oraz zmieniają świat wokół siebie. Pomagają Nam również w wielu innych kwestiach. Nasza organizacja jeśli chodzi o struktury na tej współpracy straciła gdyż zrzeszamy głównie młodych ludzi o różnych poglądach i z powodu niezrozumienia sytuacji, niewielkiej wiedzy czym jest polityka wielu uznało to za zdradę przekonań Wolnych Konopi. Problemem było też to, że nie wytłumaczyliśmy tego wcześniej Naszym aktywistom w odpowiedni sposób. Mimo wszystko i tak uważam, że sprawa zmiany świadomości i cel jaki chcemy osiągnąć jest ważniejszy niż sama organizacja!

– Czy Wolne Konopie są stowarzyszeniem wiążącym, w jakiś sposób, swoją działalność z polityką?

J.G.: – Tak jak wspomniałem, jest to postulat polityczny. Przez 8 lat śmialiśmy się z polityków pokazując absurd ich postanowień, zabiegaliśmy o zainteresowanie sprawą gnębienia obywateli. Chcąc nie chcąc, musimy być w tej polityce, bo tylko tam można to zmienić w szybszym tempie niż edukując oddolnie społeczeństwo. Jesteśmy organizacją apolityczną, mimo, iż współpracujemy z partiami. Chcielibyśmy współpracować z każdą partią, której program nie zagraża ludzkości. Na razie możemy jedynie współpracować z Twoim Ruchem, na horyzoncie pojawia się Kongres Nowej Prawicy, z dość kontrowersyjnymi zapiskami w programie.

– Część polityków, poza kamerami oczywiście, często wypowiada się pozytywnie, wręcz aprobuje regulacje dotyczące legalności marihuany. Dlaczego nie mówią tego publicznie?

J.G.: – Ponieważ nie pozwala im na to ich elektorat oraz mający duży wpływ na politykę kościół katolicki. Politycy ci żyją w niezgodzie z ich własnym „ja” po to, aby osiągnąć cel jaki sobie postawili – władzę. Wiemy z wiarygodnych źródeł, że Donald Tusk mógłby zalegalizować trawę, ale nie pozwala mu na to jego elektorat. Inni politycy boją się mówić, bo spadnie im popularność oraz nieprzychylność mających wpływ na społeczeństwo i jego opinię mediów.

– Zbliżają się wybory do Parlamentu Europejskiego. Wiadomo, że Wolne Konopie wystawiły swojego przedstawiciela. Co chcecie przez to osiągnąć? Czy zamierzacie wystawić kandydaturę kogoś z Waszego kręgu w naszych wyborach parlamentarnych?

J.G.: – Chcemy, aby nasz przedstawiciel zajął się wymyślonym przez nas postulatem wspólnej polityki narkotykowej dla całej Unii Europejskiej. Tak zwana inicjatywa miliona podpisów to narzędzie, w której obywatele po uzbieranej odpowiedniej liczbie głosów mogą przedstawić pod obrady Komisji Europejskiej. Nasz przedstawiciel lobbowałby również wśród KE o większy nacisk na polskie władze, aby zliberalizowano przepisy dotyczące marihuany. Oczywiście, aspekt finansowy również jest ważny i tego nie kryjemy. Nasze stowarzyszenie nie ma wpływów ze składek ani darowizn. Nie mamy subwencji i wszystko to, co zrobiliśmy jest albo od sponsorów albo z własnej kieszeni – dlatego kwota miesięczna dla posła UE byłaby dla nas mocnym zastrzykiem finansowym, a dzięki temu moglibyśmy przeprowadzać dużo więcej inicjatyw edukujących społeczeństwo. Poza tym, co jest ważne, mielibyśmy posła, dzięki któremu uzyskalibyśmy więcej narzędzi do skutecznego lobbowania wśród posłów w polskim Parlamencie.

– Waszą największą, najbardziej znaną akcją jest Marsz Wyzwolenia Konopi. Wiadomo jest, że uczestniczy w nim około kilku tysięcy ludzi, w mediach mówi się o kilkuset osobach. Jak wyglądają takie marsze? Po co są organizowane?

J.G.: – Największy marsz w 2011 roku zgromadził około 25 000 manifestantów. Z reguły zbiera się ich około 5-15 tysięcy. Media mają zmowę milczenia w tym temacie i jeżeli pokazują to zdawkowe informacje i zaniżają liczbę uczestników. Policja w 2012 roku urządziła łapanki aresztując w sumie około 120 osób. Nasi dziadkowie widzący to porównywali to do represji i łapanek z czasów wojennych. Niestety, takie metody nie pozwalają na „uzbieranie” dużej liczby osób, bo nikt nie chce spędzać nocy w areszcie za przyjście na Marsz. Organizujemy je po to, aby pokazać społeczeństwu, że istniejemy i że problem dotyczy wszystkich. Chcemy również pokazać nas jako nieszkodliwych i wesołych ludzi. Chcemy zwrócić uwagę na to, że pacjenci medycznej marihuany nie mogą wykorzystywać jej jako lekarstwa. Organizując takie marsze konsolidujemy nasze środowisko, pozyskujemy nowych działaczy. Zmieniamy postrzeganie konopi wśród warszawiaków. Nasza manifestacja jest jedną z najspokojniejszych, tak dużych manifestacji organizowanych przez obywateli.

– Jakie akcje, poza marszem, organizowało bądź zamierza organizować stowarzyszenie Wolne Konopie?

J.G.: – Zorganizowaliśmy sporo debat oraz wykładów o medycznej konopi i problemie karania. Zorganizowaliśmy też dużo akcji ulicznych tj. Zielone Światło, przekazanie pacjentowi medycznej marihuany roślin konopi pod Sądem w Poznaniu, kampania wrześniowa – 32 marsze w całej Polsce tego samego dnia, paliliśmy jointy pod Sejmem, uprawialiśmy również przed Sejmem rośliny konopi indyjskiej w przyczepie, zorganizowaliśmy miasteczko Wolnych Konopi przed Parlamentem, przynosiliśmy ciastko z haszyszem premierowi oraz komendantowi Policji. Robiliśmy wiele akcji ulicznych takich jak „Zielone światło”, wolno-konopne graffiti, rozdawanie ulotek o medycznej marihuanie pod szpitalami. Odwiedzaliśmy również wokandy aby pytać się delikwentów, którzy mieli zeznawać przed Sądem czy wiedzą co mają mówić, sprawdzaliśmy czy adwokat ich nie oszukał. Wygrywaliśmy już w Sądach Najwyższych z prezydentem Warszawy, marszałkiem Polski, składaliśmy skargi do Trybunału Konstytucyjnego, zaskarżaliśmy tam ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Zainicjowaliśmy wraz z Instytutem BioInfo próbę badań nad wpływem marihuany na organizm człowieka, niestety po początkowych sukcesach zostaliśmy zablokowani przez rządowe instytucje i zabrano Nam niezgodnie z prawem takie możliwości. Tworzyliśmy pierwszy Konopny Klub Społeczny we Wrocławiu wykorzystując do tego prawo, które na to pozwala, niestety znów zostaliśmy szybko sprowadzeni na ziemię i Państwo łamiąc ustalone przez siebie prawo zamknęło Nam ten projekt.

– Czy Wasza działalność przyniosła już jakiekolwiek rezultaty?

J.G.: – Tak, wyedukowaliśmy już w sporym zakresie społeczeństwo, wywołaliśmy debatę, pokazaliśmy inną stronę problemu, to głównie dzięki nam Platforma Obywatelska wprowadziła artykuł 62.1a, pozwalający na umorzenie sprawy. Duża grupa w społeczeństwie patrzy na problem zupełnie inaczej niż jeszcze 3 lata temu. Naszym największym rezultatem jest doprowadzenie do zmiany postrzegania problemu przez sędziów, policjantów, lekarzy.

– Jak najskuteczniej walczyć o legalizację? Do kogo Wy jako stowarzyszenie chcielibyście dotrzeć?

J.G.: – Najskuteczniej walczyć o medyczną marihuanę i jej legalizację oraz pokazując kwestie ekonomiczne i gospodarcze. Forma rekreacyjna jest na samym końcu tej drabiny, mimo, iż od niej zaczęliśmy nasze działanie. Chcemy dotrzeć do ludzi starszych, oferując im przetwory z konopi, które doskonale działają na choroby związane ze starością, chcemy dotrzeć do pacjentów i ich opiekunów, którzy przekonali się na własnej skórze o nieskuteczności medycyny konwencjonalnej. Zależy nam na dotarciu do ludzi, którzy w ogóle nie mają z konopiami do czynienia, budując im tańsze i trwalsze domy. Ubierając ich w trwalsze i tańsze tekstylia, tankując ich auta tańszym olejem napędowym. Dając pacjentom olej z konopi, który radzi sobie nawet z najgorszymi formami nowotworów. To wszystko się dzieje teraz i tutaj. To wszystko jest w zasięgu ręki. Mamy ogromnych przeciwników w postaci polityków, policji, koncernów farmaceutycznych oraz lobby przemysłu sztucznego, papierniczego itp. Jednak to my obywatele musimy obronić się przed niesprawiedliwością, kłamstwem i ignorancją sami. Prędzej czy później przekonamy społeczeństwo a politycy będą się prześcigać w postulatach legalizacji konopi ponieważ prawda i uczciwość leży po Naszej stronie!

Podsumowując, działalność Stowarzyszenia Wolne Konopie, zaangażowanie działaczy, aktywistów i wszystkich sympatyków, skutkuje coraz większym zainteresowaniem legalizacją konopi indyjskich, zarówno ze strony społeczeństwa polskiego, jak również partii politycznych lub przedstawicieli badaczy medycznych. Legalizacja marihuany staje się coraz popularniejszym tematem. Niestety, zdaniem Jakuba Gajewskiego, polska polityka narkotykowa jest nieefektywna, przynosi więcej strat niż korzyści. Po raz kolejny potwierdza się twierdzenie, iż karani są wyłącznie użytkownicy marihuany, a dilerzy i przemytnicy zostają poza kręgiem przestępczym. Wolne Konopie stawiają przede wszystkim na edukację, nie tylko młodych, ale również ludzi starszych i w średnim wieku. Zmianę podstaw prawnych dotyczących legalności marihuany należy zacząć od deregulacji, wprowadzając stopniowo legalizację marihuany medycznej oraz pokazując społeczeństwu jej uniwersalność zastosowania w przemyśle. Jakub Gajewski jest konsumentem marihuany od 17 lat. Jego zdaniem konsumpcja nie uzależnia dosłownie, jednak „przyzwyczaja”. Postrzeganie marihuany jako narkotyku, a nie jednej z używek, wpływa bezpośrednio na to, że opinii publicznej wpaja się błędny tok myślenia, prowadzący do narkofobii.

 KONTROWERSJE SPOŁECZNO-POLITYCZNE WOKÓŁ DEBATY O LEGALIZACJI MARIHUANY – PRACA LICENCJACKA 

Jakub Gajewski
0 Komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Sadzić, Palić, Zalegalizować!        |        WolneKonopie.org © 2020  -  Made on blunt. -  underground.  
lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account