W debacie o marihuanie w Polsce z ust mundurowych słyszymy zazwyczaj to samo: „takie jest prawo”, „policjant musi zatrzymać”. Rzadko jednak ktokolwiek dopowiada drugą część tego zdania – czyli jak to prawo jest w rzeczywistości interpretowane i czy faktycznie musi być egzekwowane w najbardziej restrykcyjny sposób.
Przez lata w praktyce utrwaliło się przekonanie, że znalezienie przy kimś nawet śladowej ilości marihuany obliguje funkcjonariusza do natychmiastowego zatrzymania, zakucia w kajdanki i wszczęcia pełnego postępowania karnego. Sęk w tym, że taki automatyzm nie wynika bezpośrednio z litery prawa, lecz z przyjętej pragmatyki służbowej i utartej wykładni opartej na polityce czystej represji. Tymczasem polskie przepisy dają konkretne narzędzia do odstąpienia od ścigania w przypadkach znikomej szkodliwości społecznej – system po prostu z uporem odmawia korzystania z nich.
Szkoda, bo czasy się zmieniły. Marihuana zyskała już dość szeroką akceptację społeczną, a skoro tak, to i wykładnia stosowania przepisów powinna ewoluować. Prawo nie istnieje w próżni. Jeśli zmienia się mentalność społeczeństwa, aparat państwa nie może w nieskończoność udawać, że czas zatrzymał się dwie dekady temu.
Obowiązek działania to nie obowiązek zatrzymania
Nie ma wątpliwości. Posiadanie nawet śladowych ilości marihuany w Polsce pozostaje przestępstwem. Jeśli funkcjonariusz ujawnia substancję, ma ustawowy obowiązek podjąć odpowiednie czynności. Jednak podjęcie czynności nie jest tożsame z automatycznym zatrzymaniem osoby.
Zakuwanie w kajdanki i wywożenie na dołek za grama suszu przy posiadaniu dowodu osobistego i stałego miejsca zamieszkania to nie jest „przymus ustawowy”, tylko nadużywanie środków przymusu przez policję.
Nasza propozycja brzmi: koniec z automatyzmem, czas na proporcjonalność
Wychodząc naprzeciw tym problemom, przygotowaliśmy własną propozycję modelu postępowania. Nie należy traktować go jako postulat zmiany prawa, lecz projekt jego racjonalnej interpretacji i uporządkowania dotychczasowej praktyki. To nasza odpowiedź na trwający od dwóch dekad problem „zero-jedynkowej” wykładni, która sprowadzała działania służb do sztywnego schematu: jest substancja – musi być zatrzymanie. Tymczasem polskie przepisy nigdy nie wymagały takiego automatyzmu.
Nasza propozycja dowodzi, że możliwe jest działanie w pełni zgodne z literą prawa, a jednocześnie proporcjonalne i adekwatne do sytuacji. Ma to szczególne znaczenie dzisiaj, gdy trwają prace nad wytycznymi Prokuratora Generalnego dotyczącymi stosowania art. 62a. W tym kluczowym momencie przedstawiona przez nas wykładnia może stanowić realną podstawę do zmiany dotychczasowej praktyki. Jeśli nie od razu na poziomie systemowym, to przynajmniej jako merytoryczne wsparcie dla konkretnych jednostek i funkcjonariuszy podejmujących codzienne decyzje na ulicy.
PROPOZYCJA MODELU POSTĘPOWANIA DO POBRANIA
WK-Propozycja-Modelu-Postepowania-FINAL-v3-pdf- Selekcja rzeczywistości, czyli jak z „nie wiemy” zrobić „katastrofę” - 7 kwietnia 2026
- Policja z Pisza wpada we własne sidła. Wiemy, dlaczego nas zablokowali - 31 marca 2026
- Więzienie za 0,11% przekroczenia? Wolne Konopie włączają się do sprawy jako strona społeczna w sprawie pana Andrzeja - 30 marca 2026








Policjant ma 3 dłonie na zdjęciu XD
3-ręki policjant to dla społeczeństwa zbyt dużo 🙂
Mylisz pojęcia. To, że policjant ma prawo zatrzymać to nie znaczy, że nie musi tego robić bo sobie może wybrać co i jak. Po drugie, to nie do policjanta należy ocena o której piszesz tylko do sądu. Po trzecie część tego co napisałeś to absurd: przecież substancje trzeba tak czy siak zważyć i wstępnie rozpoznać w obecności „posiadacza” więc tak czy siak trzeba go przetransportować na jednostkę, czyli pozbawić wolności czyli de facto tak czy siak zatrzymać. Dalej, już widzę te zarzuty prokuratorskie kiedy policjant odpuszcza gościowi 0,1 grama a później wychodzi z czynności, że miał w tym czasie 2 kg tematu na chacie . Wiesz co, fajnie, że chcesz coś zmienić, bo też uważam, że powinna mała ilość być dozwolona ale to nie tędy droga. To co piszesz jest absurdalne, niezgodne z przepisami i narażające funkcjonariusza na duże nieprzyjemności. Nie tędy droga.
Nie mieszam pojęć, tylko rozdzielam dwie rzeczy, które wykładnia „zera-tolerancji” wrzuca do jednego worka.
Po pierwsze zatrzymanie z art. 244 k.p.k. nie jest obowiązkowe. Przepis mówi, że Policja ma prawo zatrzymać, a nie że musi. I to nie jest kwestia „widzimisię”, tylko spełnienia konkretnych przesłanek (np. obawa ucieczki, zatarcia śladów, brak tożsamości).
Po drugie nikt nie twierdzi, że policjant „ocenia winę zamiast sądu”. Chodzi o coś innego – dobór środka procesowego. To Policja decyduje, czy w danej sytuacji zatrzymanie jest konieczne, czy wystarczą inne czynności – tak mówi prawo.
Po trzecie. Transport na jednostkę nie ma znaku równości z zatrzymaniem procesowym. Można wykonać czynności (ważenie, wstępne rozpoznanie, dokumentację) bez formalnego zatrzymania, o ile nie zachodzą przesłanki z art. 244. To są dwie różne rzeczy.
Po czwarte. Scenariusz „0,1 g + 2 kg w domu” nie uzasadnia automatycznego zatrzymania w każdej sprawie. Prawo działa w oparciu o konkretne okoliczności w danym momencie, a nie hipotetyczne założenia, że „coś może wyjść później”. Hipoteza to nie przesłanka.
Nikt nie mówi o „odpuszczaniu sprawy”. Procedura zostaje rozpoczęta. Mówimy o sytuacji, w której funkcjonariusz zabezpiecza substancję, ustala tożsamość, sporządza dokumentację i przekazuje sprawę dalej. Czyli realizuje obowiązki, tylko bez automatycznego sięgania po najbardziej dolegliwy środek. To nie jest żadne obchodzenie prawa, tylko jego proporcjonalne stosowanie.
Pozdrawiam