wolne konopie

W ostatnich dniach w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje o tym, że Konfederacja złożyła projekt dotyczący krajowych upraw medycznej marihuany.

Nie był to osobny projekt ustawy, tylko poprawki zgłoszone przez Klub Poselski Konfederacja do rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz niektórych innych ustaw, procedowanego pod drukami nr 2499, 2610 i 2610-A.

To bardzo ważna różnica, ponieważ osobny projekt ustawy przechodzi własną ścieżkę legislacyjną: trafia do Sejmu, otrzymuje numer druku, odbywa się pierwsze czytanie, prace w komisji, konsultacje, możliwość opiniowania i realna debata nad jego założeniami. Poprawka zgłoszona na późniejszym etapie prac legislacyjnych działa inaczej. Może zostać szybko rozpatrzona, ale nie daje takiej samej przestrzeni na analizę, konsultacje i dopracowanie szczegółów. A w przypadku upraw medycznej marihuany szczegóły są kluczowe.

Co zakładały poprawki?

Poprawki Konfederacji zmierzały do tego, aby uprawa konopi innych niż włókniste w celu wytwarzania surowca farmaceutycznego mogła być prowadzona nie tylko przez instytuty badawcze, ale również przez prywatnych przedsiębiorców. Idea zacna, ale diabeł tkwi w szczegółach, ale o tym później.

Zgodnie z propozycją uprawy takie mogłyby prowadzić spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz spółki akcyjne, po uzyskaniu zezwolenia Głównego Inspektora Farmaceutycznego.

W poprawkach pojawiły się również m.in.:

  • obowiązek wskazania powierzchni i adresu uprawy,
  • obowiązek zatrudnienia osoby wykwalifikowanej odpowiedzialnej za nadzór,
  • obowiązek zabezpieczenia miejsca uprawy przed dostępem osób nieuprawnionych,
  • wymóg przedstawienia zaświadczeń o niekaralności osób zatrudnionych przy uprawie i zbiorze,
  • zezwolenie wydawane na czas nie dłuższy niż 10 lat,
  • obowiązek rozpoczęcia uprawy w ciągu 6 miesięcy od wydania zezwolenia,
  • minimalna powierzchnia uprawy wynosząca 1000 m².

Sam kierunek i intencja były niezaprzeczalnie dobre. Polska pilnie potrzebuje komercyjnej, krajowej produkcji medycznej marihuany. Pacjenci od lat zmagają się z wysokimi cenami, przerwami w dostawach, ubogim asortymentem, ciągłymi brakami w aptekach oraz całkowitym uzależnieniem naszego rynku od zagranicznego importu.

Problem polega jednak na tym, że sam dobry kierunek to za mało. Źle napisane i wprowadzane w pośpiechu prawo tworzy więcej barier niż realnych rozwiązań – zarówno dla pacjentów, jak i dla polskich przedsiębiorców. Doskonałym przykładem jest obecna ustawa przyjęta w 2022 roku, która mimo formalnego uchwalenia wciąż pozostaje w dużej mierze martwym prawem i nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.

1000 m² albo nic? To przepis pisany pod duży kapitał

Najbardziej kontrowersyjny zapis poprawek dotyczył minimalnej powierzchni uprawy. Konfederacja zaproponowała, aby minimalny próg dla uprawy konopi medycznych wynosił aż 1000 m². Na pierwszy rzut oka może to brzmieć profesjonalnie i poważnie. W praktyce taki zapis działa jak potężna bariera wejścia na rynek.

1000 m² to nie jest mała, eksperymentalna, rzemieślnicza ani wyspecjalizowana uprawa. To próg, który od początku premiuje podmioty dysponujące dużym kapitałem, infrastrukturą, zapleczem prawnym i finansowym. Małe wyspecjalizowane firmy, doświadczeni growerzy, lokalni producenci, spółdzielnie, projekty badawcze czy podmioty chcące zacząć od mniejszej skali zostałyby z tego rynku praktycznie wypchnięte. A przecież medyczna marihuana to nie produkcja ziemniaków.

W przypadku suszu farmaceutycznego nie chodzi o wyprodukowanie jak największej masy zielonej. To nie jest rolnictwo, tylko produkcja leków. Kluczem do sukcesu są: powtarzalność serii, czystość mikrobiologiczna, stabilny profil kannabinoidowy i terpenowy oraz bezwzględny brak pleśni, pestycydów czy metali ciężkich. W standardzie farmaceutycznym (GACP/GMP) gigantyczna powierzchnia wcale nie ułatwia zadania – wręcz przeciwnie. Na małej przestrzeni znacznie łatwiej utrzymać idealny mikroklimat, sterylność i precyzyjną kontrolę nad każdą rośliną.

Kanada już to przerobiła

Doświadczenia Kanady pokazują, że wiara w wielkie uprawy i skalowanie produkcji ponad realne potrzeby rynku może prowadzić do nadpodaży, problemów z rentownością i zamykania ogromnych obiektów produkcyjnych. Kanadyjski rynek przeszedł drogę od euforii inwestycyjnej do brutalnej korekty. Część dużych firm ograniczała lub zamykała uprawy, sprzedawała obiekty i przechodziła na bardziej elastyczne modele produkcji i musiała otworzyć się na tzw. micro-cultivation (mikro-uprawy do 200 m²), bo to małe, rzemieślnicze podmioty dostarczały produkt najwyższej jakości, dostosowany do potrzeb pacjentów.

Polska nie powinna powielać cudzych błędów. Mądre prawo powinno wprowadzać stopniowanie licencji:

mikro-uprawy (Craft), uprawę standardową i komercyjną (większe powierzchnie), działalność badawczo-rozwojową, hodowlę genetyki, produkcję sadzonek, przetwarzanie, pakowanie i dystrybucję.

Bezpieczeństwo pacjenta i jakość leku powinny być weryfikowane przez rygorystyczne normy jakościowe, badania laboratoryjne i certyfikację GMP – a nie przez sztucznie wyśrubowany, ilościowy próg metrażu.

Jakość powinna być ważniejsza niż skala

W proponowanych poprawkach ogromną część uwagi poświęcono kwestiom formalnym – temu, kto konkretnie może prowadzić uprawę i na jak wielkiej powierzchni. Zbyt mało miejsca zarezerwowano natomiast na to, co absolutnie kluczowe z punktu widzenia pacjenta: jakość i powtarzalność produktu końcowego.

Medyczna marihuana jest surowcem farmaceutycznym. To oznacza, że pacjent realizujący receptę musi mieć pewność, że otrzymuje lek czysty, bezpieczny i o stabilnym składzie. Profesjonalnie skonstruowana ustawa powinna kłaść bezwzględny nacisk na twarde standardy jakościowe, w tym:

W dobrej ustawie powinny znaleźć się jasne odniesienia do standardów:

  • GACP (Dobra Praktyka Uprawy i Zbioru) – na etapie plantacji,
  • GMP (Dobra Praktyka Wytwarzania) – na etapie przetwarzania i pakowania surowca leczniczego,
  • Obowiązkowe, niezależne badania laboratoryjne dla każdej wprowadzonej na rynek partii,
  • Rygorystyczną kontrolę zanieczyszczeń: brak pleśni, grzybów, pestycydów oraz metali ciężkich,
  • Gwarancję stabilności profilu kannabinoidowego i terpenowego,
  • System pełnej identyfikowalności (traceability) partii – od nasiona i rośliny aż do półki aptecznej,
  • Sprawne procedury natychmiastowego wycofania wadliwej serii z obrotu.

Tymczasem propozycja Konfederacji skupiała się głównie na dopuszczeniu konkretnych podmiotów, fizycznym zabezpieczeniu terenu i spełnieniu podstawowych wymogów formalno-obszarowych. Na rynku medycznym to zdecydowanie za mało.

Pacjenta nie interesuje wyłącznie to, czy na opakowaniu widnieje flaga Polski. Pacjent potrzebuje leku, który jest łatwo dostępny, tańszy niż z importu, bezpieczny, powtarzalny i skuteczny terapeutycznie.

Wymóg 6 miesięcy i „cała powierzchnia” – prosta droga do obniżenia jakości

Kolejnym potężnym mankamentem proponowanych poprawek był sztywny wymóg rozpoczęcia uprawy w ciągu 6 miesięcy od uzyskania zezwolenia. Co więcej, za „rozpoczęcie” uznawano obsadzenie roślinami (co najmniej w fazie wzrostu) całej zadeklarowanej powierzchni.

To skrajnie ryzykowne i czysto teoretyczne podejście, które wykazuje brak zrozumienia dla technologii uprawy farmaceutycznej:

  • Brak czasu na walidację: Profesjonalna uprawa medyczna wymaga skrupulatnych testów. Zanim na rynek trafi pierwsza partia leku, producent musi zweryfikować stabilność genetyki, skalibrować automatykę mikroklimatu, przetestować procedury sanitarne oraz przejść pełny proces suszenia, curingu, pakowania i kompleksowych badań laboratoryjnych (batch testing).
  • Presja czasu zamiast presji na jakość: Zmuszenie inwestora do natychmiastowego uruchomienia 1000 m² w pół roku generuje ogromną presję na tempo działania. W branży farmaceutycznej pośpiech niemal zawsze kończy się zakażeniami mikrobiologicznymi, atakiem szarej pleśni i odrzuceniem całej serii leku.
  • Brak elastyczności technologicznej: W praktyce uprawowej mało kto obsadza cały obiekt na raz. Produkcję dzieli się na strefy i cykle (tzw. perpetual harvest), aby zapewnić płynność zbiorów, stałą dostępność suszu dla pacjentów oraz równomierne obciążenie suszarni i pakowalni.

Jak powinno to wyglądać w mądrej ustawie?

Ustawa powinna przewidywać etap wdrożeniowy i pilotażowy. Producent powinien mieć prawo do uruchomienia produkcji na części powierzchni, przetestowania i ustabilizowania całego procesu, a dopiero po pozytywnych wynikach badań laboratoryjnych – do stopniowego skalowania uprawy na pozostałe pomieszczenia.

W medycynie i farmacji nie chodzi o to, żeby wyprodukować szybko i dużo. Przede wszystkim chodzi o to aby wyprodukować bezpiecznie, sterylnie i powtarzalnie.

Problem niekaralności: państwo samo wyprodukowało „nielegalnych ekspertów”

W proponowanych poprawkach znalazł się również sztywny wymóg przedstawienia zaświadczeń o niekaralności pracowników zatrudnionych przy uprawie i zbiorze konopi – ze szczególnym uwzględnieniem przestępstw i wykroczeń z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.

I tu pojawia się fundamentalny problem społeczny i rynkowy.

Polska przez dekady karała obywateli za jakikolwiek kontakt z tą rośliną – w tym za samą jej uprawę. W efekcie osoby, które posiadają w naszym kraju największą, wieloletnią praktyczną wiedzę o konopiach, zdobywały ją w szarej strefie. Nie z powodu tego, że miały naturę przestępców, tylko przez to, że całe lata nie stwarzało żadnej legalnej drogi rozwoju i pracy z tą kulturą rolniczą.

Nie oznacza to, że drzwi do rynku farmaceutycznego powinny zostać otwarte dla każdego bez żadnej weryfikacji. Rynek medyczny musi być bezpieczny, szczelny i odporny na infiltrację ze strony przestępczości zorganizowanej.

Jednak automatyczny ban za samą historię uprawy to potężny błąd.

Należy postawić grubą kreskę i wyraźnie odróżnić Pasjonata/Growera z unikalną wiedzą botaniczną od członka zorganizowanej grupy przestępczej. Automatyczna dyskwalifikacja nie powinna obejmować osób, których jedynym „przewinieniem” w przeszłości był sam kontakt z rośliną – bez elementów przemocy, handlu, fałszerstw czy korupcji.

To zjawisko, które w kanadyjskiej i amerykańskiej debacie nad legalizacją nazywa się legacy growers (hodowcy z wieloletnim doświadczeniem z czasów podziemia) oraz social equity (sprawiedliwość społeczna) pokazuje społeczną i rynkową hipokryzję prohibicji. To poważny błąd. Polska przez dekady wyprodukowała tysiące wybitnych specjalistów od botaniki i technologii uprawy konopi, po czym własnym prawem wykluczyła ich z legalnej gospodarki, robiąc z nich „przestępców”. Zamiast wykorzystać ich unikalną wiedzę i kompetencje w standardach medycznych, przepisy proponowane przez Konfederację powielały matrycę ślepego karania i automatycznego wykluczenia.

Dobra, nowoczesna ustawa powinna opierać się na precyzyjnym systemie oceny ryzyka i ścieżce legalizacji kompetencji:

  • Jasny katalog twardych przestępstw wykluczających (przestępczość zorganizowana, korupcja, przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu czy pacjentom),
  • System certyfikacji i szkoleń compliance przenoszący wiedzę z podziemia do reżimu GACP/GMP,
  • Okresy próbne i nadzór osoby wykwalifikowanej zamiast dożywotniego wilczego biletu.

W Polsce nie brakuje fachowców od uprawy konopi. Nie ma ich jedynie w oficjalnych rejestrach (poza tymi karnymi) tylko dlatego, że państwo przez dekady spychało wiedzę do podziemia. Jeśli chcemy zbudować profesjonalny, polski sektor medyczny, nie możemy udawać, że te kompetencje nie istnieją. Czas dać eksperckiej wiedzy szansę na wyjście z cienia na światło dzienne.

Spółka z o.o. albo S.A. – a gdzie mniejsi przedsiębiorcy?

Kolejna poważna wątpliwość dotyczy sztucznego ograniczenia katalogu podmiotów uprawnionych do uprawy wyłącznie do spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i spółek akcyjnych.

To kolejny zapis, który bezceremonialnie pcha polski rynek w stronę wielkich struktur kapitałowych i korporacyjnych. Tymczasem w naszych krajowych realiach – zwłaszcza w sektorze zielarskim i rolniczym – mądre prawo powinno otwierać drzwi również dla innych, bardziej partycypacyjnych modeli.

Mowa tu o:

  • Spółdzielniach i grupach producentów rolnych,
  • Mniejszych, wyspecjalizowanych przedsiębiorstwach,
  • Konsorcjach z udziałem mniejszych laboratoriów, lokalnych uczelni rolniczych i organizacji zrzeszających pacjentów.

Rynek medycznej marihuany nie może być legislacyjnie skrojony wyłącznie pod duże fundusze. Pacjent zyskuje tylko i wyłącznie wtedy, gdy na rynku funkcjonuje realna konkurencja jakościowa, szeroka różnorodność genetyk, stabilność dostaw i rozsądne ceny wynikające z rozbicia monopolu.

Jeżeli już na starcie zbudujemy bariery wejścia tak wysokie, że przeskoczą je tylko najwięksi, to zamiast rynku pacjenckiego stworzymy zamknięty oligopol inwestycyjny. A dostęp do leku nie powinien być kolejnym polem do bezwzględnego przejęcia przez wielki kapitał kosztem krajowych producentów i samych chorych.

Za mało precyzyjny model kontroli i bezpieczeństwa

W poprawkach znalazł się ogólnikowy wymóg „zabezpieczenia miejsca uprawy przed dostępem osób nieuprawnionych”. Sam kierunek jest oczywiście słuszny, ale zapis ten jest niebezpiecznie wręcz lakoniczny. Sama deklaracja postawienia płotu i zamknięcia hali na klucz to zdecydowanie za mało, gdy mówimy o produkcji leków z grupy środków odurzających.

Rynek medyczny wymaga wdrożenia precyzyjnych i nienegocjowalnych procedur compliance. Dobrze napisana ustawa powinna wymuszać:

  • Całodobowy monitoring wizyjny i ścisłą kontrolę dostępu (zwłaszcza do stref sterylnych i magazynów suszu),
  • System śledzenia od nasiona do sprzedaży (seed-to-sale tracking) – pełna ewidencja cyfrowa każdej rośliny, każdego klona i każdej partii towaru,
  • Rygorystyczne procedury niszczenia odpadów (kontrolowana utylizacja biomasy) i bieżące raportowanie strat,
  • Niezależne badania laboratoryjne na każdym kluczowym etapie,
  • Procedury zarządzania kryzysowego – m.in. obowiązek natychmiastowego zgłaszania niezgodności i możliwość błyskawicznego wycofania wadliwej partii z rynku aptecznego (recall).

Jeżeli państwo polskie będzie chciało na poważnie dopuścić prywatną produkcję medycznej marihuany, musi stworzyć system nadzoru, który będzie z jednej strony szczelny, a z drugiej – funkcjonalny.

Mądra kontrola ma chronić zdrowie i bezpieczeństwo pacjenta, a nie służyć jako biurokratyczny kij do administracyjnego duszenia rynku.

Poprawka to za mało na tak dużą zmianę

Największy problem proceduralny polega na tym, że tak przełomowa zmiana została zgłoszona jako zwykła poprawka do rządowego projektu, a nie jako samodzielny, kompleksowy projekt ustawy.

Taką decyzję można bez trudu zrozumieć politycznie. Poprawka jest szybsza, pozwala wpiąć się w trwający już proces legislacyjny, wymusza głosowanie na sali plenarnej i daje świetny pretekst do chwytliwej konferencji prasowej. Ale merytorycznie mówimy przecież o budowaniu od podstaw nowego sektora polskiej gospodarki i rynku farmaceutycznego. To nie jest drobna korekta techniczna, tylko wręcz rewolucja dotykająca pacjentów, rynku leków, krajowych przedsiębiorców, bezpieczeństwa państwa, importu, aptek, lekarzy oraz instytucji nadzorczych.

Tak głęboka regulacja wymaga osobnej ustawy, szerokiego wysłuchania publicznego i wielomiesięcznych prac. Przegłosowanie tego „bocznym torem” bez udziału branży to prosty przepis na legislacyjny bubel.

Przy jednym stole od samego początku powinni usiąść:

  • Pacjenci i organizacje społeczne – aby precyzyjnie zdefiniować potrzeby i bariery cenowe,
  • Lekarze i farmaceuci – dla zapewnienia bezpieczeństwa terapii i ciągłości dostaw w aptekach,
  • Praktycy uprawy i growerzy – aby uniknąć absurdalnych, technicznie nierealnych zapisów,
  • Polscy przedsiębiorcy, producenci i niezależne laboratoria,
  • Prawnicy farmaceutyczni oraz eksperci od standardów GACP i GMP,
  • Przedstawiciele Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego (GIF) oraz ekonomiści rynku leków.

Bez tak szerokiego, eksperckiego wsparcia powstają przepisy, które wyśmienicie wyglądają na konferencji prasowej i w mediach społecznościowych, ale w zderzeniu z apteczną i rolniczą rzeczywistością okazują się całkowicie martwe.

Czego naprawdę powinna dotyczyć dobra ustawa?

Podsumowując – jeżeli Polska ma na poważnie uruchomić krajowe uprawy medycznej marihuany, potrzebujemy całkowitej zmiany myślenia.

Mądra regulacja powinna:

  • Różnicować licencje: wprowadzić elastyczny podział na mikro-uprawy rzemieślnicze, uprawy standardowe oraz działalność badawczą,
  • Znieść sztuczne bariery: całkowicie zrezygnować z progu 1000 m² jako warunku wejścia na rynek,
  • Stawiać na jakość, nie na ilość: oprzeć całą produkcję na twardych standardach farmaceutycznych GACP i GMP,
  • Gwarantować pełne bezpieczeństwo: wymagać niezależnych badań laboratoryjnych każdej serii oraz cyfrowego systemu śledzenia suszu (seed-to-sale),
  • Dopuszczać etap pilotażowy: dać producentom czas na testy, walidację procesów i stopniowe skalowanie produkcji,
  • Otworzyć ścieżkę legalizacji kompetencji: nie wykluczać automatycznie doświadczonych ekspertów i growerów, jeśli nie ciążą na nich wyroki za ciężkie przestępstwa,
  • Wspierać polski biznes: włączyć w rynek małe i średnie przedsiębiorstwa, rolników oraz spółdzielnie, a nie tylko zagraniczny i wielki kapitał,
  • Służyć pacjentom: monitorować i gwarantować realny wpływ krajowych upraw na spadek cen oraz stałą dostępność leku w aptekach,
  • Opierać się na konsultacjach: włączyć w proces pisania prawa organizacje pacjenckie i społeczności branżowe.

Tylko pod takimi warunkami polska produkcja medycznej marihuany będzie miała jakikolwiek sens gospodarczy i zdrowotny.

Dobry kierunek, zła praktyka

Polska musi rozwijać własne uprawy konopi medycznych – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. To kwestia bezpieczeństwa lekowego kraju, stałej dostępności terapii, niższych cen dla chorych oraz uniezależnienia się od importu. Ale jak już pisaliśmy sam słuszny kierunek to za mało, by uchwalić dobre prawo.

W proponowanych poprawkach zabrakło precyzji, konsultacji i rzetelnego spojrzenia na potrzeby pacjentów oraz krajowych producentów. Zaprezentowany projekt w praktyce budowałby rynek pod dyktando wielkiego kapitału, wypychając z niego ludzi, którzy od lat czekają na dostępny lek albo chcieliby uczciwie wejść w ten biznes.

Pacjenci potrzebują jakości, stabilności i uczciwej ceny. Przedsiębiorcy potrzebują przejrzystych i proporcjonalnych zasad. Państwo potrzebuje kontroli i szczelności. A rynek potrzebuje różnorodności, zdrowej konkurencji i fachowej wiedzy.

Tego wszystkiego nie da się stworzyć wrzutką poselską pisaną na kolanie. Pisanie przepisów o medycznej marihuanie bez zrozumienia biologii tej rośliny, specyfiki rynku farmaceutycznego i realiów uprawy zawsze kończy się legislacyjnym bublem. Zwłaszcza jeśli ostentacyjnie ignoruje się głos ekspertów, lekarzy i organizacji, które od dekad walczą o cywilizowane prawo w Polsce.

Chociażby takich jak Wolne Konopie.

Pamiętajmy, że medyczna marihuana to nie jest chwytliwe hasło do politycznego PR-u, tylko realni pacjenci, realny lek, realna gospodarka i realna odpowiedzialność.

Żródła:

1. Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz niektórych innych ustaw

2.Głosowanie nr 15 na 59. posiedzeniu Sejmu – Oficjalne głosowanie nr 15 dotyczyło poprawek nr 1–2, a nie „projektu ustawy Konfederacji”.

3. Komisja Zdrowia rozpatrzyła i odrzuciła poprawki po drugim czytaniu i wskazano, że miały one umożliwić uprawy konopi medycznych także przedsiębiorcom.

Komisja Zdrowia /ZDR/ rozpatrzyła poprawki zgłoszone w czasie drugiego czytania do projektu ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz niektórych innych ustaw (druki nr 2499 i 2610).
W czasie drugiego czytania zgłoszono 2 poprawki. Komisja wnosi o ich odrzucenie.
Poprawki miały na celu m.in. umożliwienie prowadzenia upraw konopi innych niż włókniste przeznaczonych do wytwarzania surowca farmaceutycznego również przez przedsiębiorców, a tym samym zwiększenie krajowej produkcji tego surowca.
Sprawozdawca – poseł Joanna Wicha (Lewica).
W posiedzeniu uczestniczyła podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia – Katarzyna Kęcka.

4. Kanadyjski panel ekspercki opisywał przejście rynku od braków do nadpodaży, problemy z rentownością, zamykanie firm i wyjście 166 licencjobiorców z rynku do kwietnia 2023 r.

5. Kanada rozróżnia typy licencji, w tym mikro-uprawę, nursery i uprawę standardową, zamiast wymagać od każdego wejścia w jedną dużą skalę.

6. Wytyczne GACP służą zapewnieniu odpowiedniej i spójnej jakości materiałów roślinnych pochodzenia zielarskiego.

7. Projekt Konfederacji:

Jakub Gajewski
Zaobserwuj
Postaw nam kawę
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Patronite
0 Komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Sadzić, Palić, Zalegalizować! | WolneKonopie.org © 2026 - Made on blunt. - underground: BTC: 17NmuD6sAUWSMaRREHMhdavVu4pse2U5Vh ETH: 0xb8e9b131bc5a3e06e3a87ad319f5e5b9b1f9ed16
  • Partnerzy

  • Dowiedz się jak tu trafić. 

  • lub

    Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

    Nie pamiętasz hasła ?

    Przejdź do treści