„Nikt nie powinien siedzieć w więzieniu za używanie lub posiadanie marihuany” – te słowa Joe Bidena, wypowiedziane jeszcze w czasie sprawowania przez niego urzędu prezydenta USA, stały się dla świata jasnym sygnałem, że era bezmyślnego ścigania ludzi za konopie musi wreszcie dobiec końca.
Niestety, patrząc na to, co wyprawia się dziś w polskich sądach, można odnieść wrażenie, że jako kraj utknęliśmy w zupełnie innej, mrocznej epoce, gdzie za te same czyny, które na Zachodzie stają się normą, uczciwemu człowiekowi wciąż grozi brutalne zniszczenie życia.
Jako Stowarzyszenie Wolne Konopie oficjalnie weszliśmy do sprawy karnej pana Andrzeja w roli organizacji społecznej, bo głęboko wierzymy, że ten proces nie jest tylko walką o wolność jednej osoby, ale fundamentalną bitwą o resztki zdrowego rozsądku w polskim systemie prawnym. Nad panem Andrzejem zawisło bowiem realne widmo bezwzględnej odsiadki, a wszystko przez posiadanie 4,5 grama marihuany oraz produktów z konopi włóknistych, w których biegli dopatrzyli się śladowego – wręcz mieszczącego się w granicach błędu statystycznego – przekroczenia normy THC o mizerne 0,11%. I choć oskarżony sięgał po te preparaty wyłącznie po to, by w obliczu choroby ratować zdrowie swoje i swojej żony, państwowa machina, zamiast wykazać się choćby cieniem empatii, ruszyła na niego z całą swoją bezduszną surowością.
Biegli czy alchemicy?
Największym skandalem w całym tym procesie okazuje się jednak sposób, w jaki biegli skonstruowali swoje opinie, pisząc je pod taką tezę, jakby zabezpieczone u pana Andrzeja produkty – ewidentnie przecież pochodzące z konopi siewnych – były „klasyczną”, odurzającą marihuaną o potężnej mocy.
Choć dla prokuratury stężenie 0,41% THC w olejku CBD to już wystarczający powód, by z pełnym przekonaniem mówić o „narkotyku”, to musimy otwarcie punktować manipulację biegłych, którzy sugerują, że preparat ten został wytworzony z marihuany, co jest po prostu brutalnym mijaniem się z faktami. W tej sali sądowej nie toczymy przecież jedynie jałowego, akademickiego sporu o nazewnictwo, lecz walczymy o fundamentalną sprawiedliwość, bo od tej naciąganej interpretacji zależy to, czy uczciwy człowiek trafi za kraty, tracąc szansę na normalne życie i wolność, która w tej sytuacji wisi na włosku przez błąd statystyczny.
Recydywa … za leczenie?
Niestety, mamy do czynienia z bolesnym i absurdalnym déjà vu, ponieważ to nie pierwszy raz, kiedy pan Andrzej trafia na celownik aparatu ścigania. Wcześniej został już skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata w podobnej sprawie, gdzie biegli uznali jego domowe ekstrakty za pochodzące z roślin innych niż włókniste. Po tamtym wyroku, chcąc działać w granicach obowiązujących przepisów i uniknąć kolejnych problemów, pan Andrzej podjął świadomą decyzję o „przerzuceniu się” na produkcję ekstraktów wyłącznie z legalnych konopi włóknistych.
I co? I dzisiaj, mimo tych starań, przez bezduszną procedurę i minimalne wahania w składzie biologicznym rośliny, człowiek szukający ratunku w naturalnych preparatach znów widnieje w świetle prawa jako „narkotykowy recydywista”. Ta stygmatyzacja rzuca ponury cień na obecny proces i drastycznie pogarsza jego sytuację, choć jedyną winą pana Andrzeja jest to, że zaufał roślinie, która w cywilizowanych krajach jest traktowana po prostu jak lek. Jako Wolne Konopie mówimy temu kategoryczne i stanowcze NIE – nie ma naszej zgody na rzeczywistość, w której pacjent ratujący siebie i swoją żonę jest cynicznie wrzucany do jednego worka z dilerami czy zorganizowaną przestępczością.
Sąd słucha głosu społecznego
Nasza obecność na sali rozpraw wyraźnie nie była na rękę oskarżycielowi – prokurator od samego początku próbował zablokować udział Wolnych Konopi w procesie, wnioskując o odrzucenie naszego przystąpienia do sprawy. Na szczęście sąd podjął inną, sprawiedliwą decyzję, dopuszczając nas do postępowania, co odczytujemy jako niezwykle ważny sygnał, że głos organizacji społecznej, domagającej się elementarnej logiki i proporcjonalności kary, może i musi być słyszalny w polskim sądownictwie. To nasze fundamentalne prawo w demokratycznym państwie, z którego musimy korzystać, by nie pozwolić bezdusznemu systemowi „zmielić” niewinnej osoby.
Zgodnie ze słowami Joe Bidena nikt, kto posiada marihuanę na własny użytek, nie powinien trafiać do więzienia, a już zwłaszcza wtedy, gdy używa jej w celach medycznych. Ktoś mógłby oczywiście rzucić łatwy argument: „przecież mógł pójść do lekarza i wykupić receptę”. Niestety, rzeczywistość poza dużymi metropoliami wygląda zupełnie inaczej. Szczególnie na ścianie wschodniej znalezienie lekarza, który bez uprzedzeń wypisze receptę na konopie, wciąż graniczy z cudem. Do tego dochodzi brutalna bariera finansowa – medyczna marihuana w aptekach jest po prostu droga i wielu pacjentów, stojących przed wyborem między wykupieniem leku a podstawowymi potrzebami życiowymi, zostaje wypchniętych poza nawias systemu. To właśnie ci ludzie, szukając tańszej alternatywy w naturze, stają się później ofiarami paragrafów, które powinny ścigać handlarzy, a nie schorowanych obywateli.
Podczas pierwszej rozprawy sąd przyjął część naszych wniosków dowodowych oraz skierowane przez nas pytania do biegłych. Będziemy drążyć kwestie fundamentalne:
- Metodologię badań: Czy próbki były reprezentatywne?
- Margines błędu: Czy uwzględniono niepewność pomiaru aparatury?
- Sens oskarżenia: Czy ściganie za błąd statystyczny ma jakikolwiek sens społeczny?
Systemowa niesprawiedliwość
Sprawa pana Andrzeja obnaża szerszy, patologiczny mechanizm. W Polsce wciąż niezwykle łatwo jest zamienić pacjenta lub użytkownika produktów CBD w „przestępcę narkotykowego”. Wystarczy jedna niekorzystna interpretacja biologii rośliny i opinia biegłego, by człowiek zamiast o zdrowie, musiał walczyć o przetrwanie w starciu z państwem.
Nie zgadzamy się na piętnowanie ludzi za posiadanie produktów, które w połowie Europy są dostępne na półkach drogerii. Nie zgadzamy się, by minimalne wahania natury (skok THC o 0,1%) niszczyły ludzkie życie.
Będziemy obecni na każdej kolejnej rozprawie. Będziemy zadawać niewygodne pytania i pilnować, by sąd w gąszczu suchych paragrafów i błędnych opinii dostrzegł przede wszystkim człowieka.
Dziś walczymy o pana Andrzeja. Ale ta walka dotyczy każdego z nas.
Pytania-do-SR-Wlodawa
- Więzienie za 0,11% przekroczenia? Wolne Konopie włączają się do sprawy jako strona społeczna w sprawie pana Andrzeja - 30 marca 2026
- Marihuana w psychiatrii. Dlaczego „nie leczy” nie oznacza „nie działa”? - 26 marca 2026
- NIK odpowiada na wniosek Wolnych Konopi. „Przyjęto do wiadomości”, ale my nie odpuszczamy - 25 marca 2026






