W 2012 roku napisaliśmy do prof. Mariusza Jędrzejki list otwarty. Dr Mateusz Klinowski napisał o nim krytyczny tekst Herosi Polskiej Nałki i narkofobii: Mariusz Jędrzejko. Powodem były jego publiczne wypowiedzi jako eksperta – tezy, które w naszej ocenie upraszczały rzeczywistość i utrudniały rzeczową debatę o konopiach. Dziś, po ponad dekadzie, warto wrócić do tamtych słów i zestawić je z tym, co mówi obecnie – choćby w niedawnym podcaście (od 1:15:56) u Cypriana Majchera. Zmiana narracji jest widoczna. Można wręcz powiedzieć, że w jego przypadku jest znacząca, jednak wciąż bardzo daleka od pełnego uwzględnienia aktualnej wiedzy naukowej.


Poniżej przedstawiamy cytaty pana doktora z podcastu, z którymi wchodzimy w polemikę i rozkładamy je na czynniki pierwsze. Niektóre z nich są naprawdę rozbrajające. W przypadku jednego z poniższych stwierdzeń można by wręcz napisać osobną pracę doktorską.

Między nauką a metaforą: bierne palenie konopi

Ten cytat pojawił się na samym początku wypowiedzi Pana doktora na temat konopi (1:15:15)

To też taki przykład, o którym powinniśmy mówić. Dziewczynce tłumaczymy, że szesnastoletnie środowisko, w którym przebywa, jest destrukcyjne. Ale proszę pana, ja nie palę marihuany. No nie palisz, ale jesteś w jednym pokoju, gdzie szóstka pali. To przecież absorpcja tetrahydrokanabinolu jest tylko na poziomie pięćdziesięciu sześciu procent, a wszystko resztę jest wydychane. Poza tym jeszcze się ten joint pali. Ja mówię, ty palisz, tylko że biernie. I dlatego zauważasz u siebie oznaki podobne do tego, jak twoje koleżanki, które nie palą. A ona w każdy piątek, w każdą sobotę przebywa w gronie przyjaciół, którzy w pokoiku wypalają sobie sześć, siedem jointów. To jest tak samo jak z biernym paleniem tytoniu. Co z tego, że chłopiec nie palił? Jak ojciec z matką palili po dwadzieścia papierosów dziennie, a on ma dzisiaj problemy z układem oddechowym i widzimy w nim astmę. Czyli nazywanie rzeczy po imieniu służy temu, żeby fajnie się rozwijać.

W tym fragmencie doktor buduje obraz dziewczynki, która „nie pali”, ale przebywa w pokoju z sześcioma osobami palącymi jointy – i jak twierdzi – w praktyce pali tak samo, tylko biernie. Pada liczba 56% absorpcji THC, pojawia się analogia do biernego palenia papierosów, a całość prowadzi do wniosku, że skutki są podobne jak u osób aktywnie używających.

Brzmi poważnie, tylko że znowu mamy do czynienia z pomieszaniem kilku różnych zjawisk.

Po pierwsze. Bierna ekspozycja na THC była badana. W eksperymentach laboratoryjnych wykazano, że w całkowicie zamkniętym, małym i niewentylowanym pomieszczeniu, przy intensywnym paleniu kilku osób przez godzinę, można wykryć śladowe ilości THC we krwi osób biernych. W takich ekstremalnych warunkach możliwe są bardzo łagodne, krótkotrwałe odczucia subiektywne. Jednak w pomieszczeniach z normalną wentylacją stężenia są minimalne lub niewykrywalne. To nie jest równoznaczne z „braniem narkotyku”.

Po drugie. Liczba 56% brzmi naukowo, ale absorpcja THC nie jest jedną stałą wartością. Zależy od sposobu inhalacji, rodzaju produktu, warunków środowiskowych. W przypadku biernej ekspozycji mówimy o zupełnie innych poziomach niż przy aktywnym paleniu. Sam fakt, że część substancji rozprasza się w powietrzu, nie oznacza, że osoba w pokoju przyjmuje dawkę porównywalną z osobą palącą (absorbcja u osoby palącej waha się w granicach 10-35%.)

Po trzecie. Doktor zdaje się sugerować wpływ na „ośrodek motywacyjny”, czyli na mózg. Tymczasem badania nie pokazują, aby okazjonalne przebywanie w zadymionym pomieszczeniu prowadziło do neuropsychologicznych zmian porównywalnych z regularnym używaniem. To dwa różne poziomy ekspozycji i dwa różne mechanizmy.

Po czwarte. Jeśli mówimy o płucach, to sprawa wygląda inaczej. Wdychanie dymu, jakiegokolwiek, nie jest zdrowe. Dym roślinny zawiera produkty spalania i może podrażniać drogi oddechowe. Ale to dotyczy dymu jako takiego, a nie specyficznie działania THC na mózg. Profesor łączy toksyczność dymu z psychoaktywnością kannabinoidów w jedną narrację, co upraszcza rzeczywistość i wprowadza słuchacza w błąd.

Po piąte. Analogia do biernego palenia papierosów jest retorycznie silna, ale biologicznie nie jest symetryczna. Bierne palenie tytoniu wiąże się z wieloletnią ekspozycją i jasno udokumentowanym ryzykiem chorób. Bierna ekspozycja na THC w warunkach towarzyskich nie została wykazana jako czynnik prowadzący do trwałych zmian motywacyjnych czy poznawczych.

I wreszcie po szóste. To kolejny przykład, w którym jednostkowa, dramatyczna historia zastępuje analizę populacyjną. Oczywiście, przebywanie młodzieży w środowisku, gdzie regularnie używa się substancji, może mieć konsekwencje społeczne i wychowawcze. Ale utożsamianie samej obecności w pokoju z „paleniem” jest retorycznym skrótem, który ma wywołać wrażenie zagrożenia większego, niż wynika to z danych.

Oczywiście nie chcemy bagatelizować ryzyka. Chodzi nam o proporcje. Między realnym zagrożeniem a sugestią, że samo przebywanie w pomieszczeniu równa się neurobiologicznemu „braniu narkotyku”. Doktor posługuje się tutaj metaforami a nie merytoryczną precyzją, której człowiek z takim wykształceniem powinien się trzymać.

Od „nie ma leczniczej marihuany” do „leczniczych kannabinoidów”

Nie ma leczniczej marihuany. To jest jedno z wielkich łgarstw nakręconych milionowymi przekazami. Otóż lecznicze są kannabinoidy. Konopie indyjskie, bo nie marihuana, tylko konopie indyjskie, zawierają ich kilkadziesiąt.

Kannabinoidy – takie jak THC czy CBD – znajdują się przede wszystkim w kwiatach żeńskich roślin konopi indyjskich. Do tej pory nauka odkryła i opisała 111, a nie jak mówi doktor kilkadziesiąt. To właśnie te wysuszone kwiatostany konopi indyjskich potocznie nazywa się marihuaną. Stwierdzenie, że „kannabinoidy są w konopiach, a nie w marihuanie” jest biologicznie bez sensu. To tak, jakby powiedzieć, że kofeina jest w kawowcu, ale nie w kawie albo, że mak zawiera morfinę, ale nie opium.

Owszem – kannabinoidy są w roślinie. Natomiast inne części rośliny zawierają śladowe ilości substancji czynnych i nie mają zastosowania terapeutycznego., dlatego do celów medycznych wykorzystuje się właśnie standaryzowane kwiaty lub ekstrakty z kwiatów. W medycynie nie wykorzystuje się łodyg, włókien czy nasion.

Skąd wzięło się pojęcie „medyczna marihuana”.

Po pierwsze, nie jest to marketingowy wymysł napędzany „milionowymi zasięgami”. Termin „medyczna marihuana” pojawił się w debacie publicznej właśnie dlatego, że przez lata każda rozmowa o konopiach była sprowadzana wyłącznie do używania rekreacyjnego.

Gdy mówiono o terapii bólu, padaczce lekoopornej czy spastyczności w stwardnieniu rozsianym, dyskusja bardzo często schodziła do poziomu – „chcecie palić dla przyjemności”. Wątek medyczny był ignorowany, a rozmowa kończyła się moralizowaniem o „ćpunach” i „degeneracji młodzieży”.

Dlatego potrzebne było wyraźne rozróżnienie pokazujące, że używanie rekreacyjne nie jest tożsame z zastosowaniem terapeutycznym. Co więcej, termin „medyczna marihuana” funkcjonuje również w języku medycznym i prawnym, który jest formalnie dopuszczony w wielu krajach.

Owszem, marihuana jako kwiatostan konopi indyjskich jest jeden – niezależnie od tego, czy jest używana rekreacyjnie, czy w celach medycznych. Istnieją jednak istotne różnice w kontekście jej zastosowania. „Medyczną marihuanę” charakteryzuje to, że jest kontrolowanym i standaryzowanym surowcem farmaceutycznym, wydawanym na receptę i stosowanym pod nadzorem lekarza. Skrót myślowy ukrywający się za pojęciem „marihuana rekreacyjna” nie ma tych cech.

Twierdzenie, że „medyczna marihuana to łgarstwo”, jest więc emocjonalne i konfrontacyjne, a nie naukowe. Taki język nie przystoi gościowi występującemu w roli eksperta.

Nie pozwalając dokończyć pytania rozmówcy, doktor habilitowany wypowiada te słowa i próbuje przesunąć debatę z poziomu: „marihuana może mieć zastosowanie medyczne” na poziom: „wyłącznie wyizolowane cząsteczki mogą mieć zastosowanie medyczne”. Problem polega na tym, że w medycynie od dawna funkcjonują leki roślinne i nie wszystko musi być pojedynczą, wyizolowaną substancją chemiczną.

Co więcej, coraz więcej badań wskazuje, że kannabinoidy wykazują działanie synergiczne – najlepiej współpracują ze sobą, gdy występują razem, a nie w izolacji.

Argumentacja, zgodnie z którą roślina nie może być lekiem, a lekiem może być wyłącznie wyizolowana cząsteczka, jest charakterystyczna dla starszej, prohibicyjnej linii myślenia.

Podsumowując, doktor posługuje się definicją, która pozwala mu twierdzić, że coś nie istnieje, mimo że funkcjonuje w systemach prawnych i medycznych wielu państw.

Kilka z nich (przyp. red. Kannabinoidów) rzeczywiście ma znaczenie terapeutyczne, ale one muszą być zlecane przez lekarzy w diagnozie face to face, a nie online. i muszą być stosowane bezwzględnie pod nadzorem. I te kanabinoidy wtedy mają charakter terapeutyczny, bardzo często podawany, jeszcze dodatkowo z lekami.

W tym fragmencie doktor wyraźnie zawęża terapię do bardzo określonych ram i przyznaje, że niektóre kannabinoidy mają znaczenie terapeutyczne. To istotna zmiana względem jego wcześniejszych wypowiedzi sprzed lat, w których często podważał medyczne zastosowanie konopi jako takich.

Dziś spór nie dotyczy już samego istnienia terapii, lecz modelu jej prowadzenia. Pan Jędrzejko przesuwa ciężar argumentacji z pytania „czy to działa” na pytanie „w jakich warunkach powinno być stosowane”.

Problem polega jednak na tym, że charakter terapeutyczny substancji nie zależy od formy udzielenia świadczenia medycznego – czy recepta została wystawiona podczas wizyty stacjonarnej, czy teleporady, lecz od jej właściwości farmakologicznych oraz wskazań klinicznych.

Od „broń Boże nie legalizować” i „nie jesteśmy jeszcze gotowi na legalizację marihuany”, do „może słaba byłaby do zaakceptowania„.

A jeśli mówimy o legalizacji marihuany, to jest to tak. Gdybyśmy mieli na rynku marihuanę, czyli produkt zawierający trzy do pięciu procent THC, to być może, że ja byłbym za legalizacją tej marihuany. Ale jest takie niezwykłe urządzenie, które nazywa się spektrometr. Dzisiaj można kupić sobie go, ten mniejszy, za kilka tysięcy dolarów. I jeśli ja widzę na tym spektrometrze, że towar, który tam badamy, ma dwadzieścia albo dwadzieścia sześć procent THC, to co to znaczy? Że ja kupuję jednego jointa, W głowę mam wprasowane, że to jest lekki narkotyk albo on nie jest niebezpieczny, ale tak naprawdę to za jednym razem palę sześć jointów od razu.


W tym fragmencie doktor dopuszcza możliwość legalizacji, ale wyłącznie pod warunkiem bardzo niskiego stężenia THC – na poziomie 3–5%. Biorąc pod uwagę, że przez całe swoje medialne życie konsekwentnie negował legalizację marihuany, można by uznać to za znaczącą zmianę stanowiska. Zmianę, która na pierwszy rzut oka wydaje się przełomowa. Jest ona jednak w dużej mierze pozorna, o czym przekonujemy się chwilę później.

Doktor buduje bowiem dramatyczną narrację, według której marihuana o mocy 20–26% oznacza, że „za jednym razem palimy sześć jointów”. To efektowne porównanie, ale oparte na uproszczonej matematyce, a nie na farmakologii. Stężenie THC nie przekłada się liniowo na ilość przyjętej substancji – użytkownicy dostosowują dawkę do mocy produktu, a rzeczywista ilość THC zależy od wielu czynników: masy suszu, sposobu konsumpcji, liczby zaciągnięć czy tolerancji organizmu.

Wzrost średnich poziomów THC w ostatnich dekadach jest faktem i wymaga edukacji oraz regulacji. Paradoks polega jednak na tym, że to właśnie regulowany rynek pozwala oznaczać moc, wprowadzać limity i budować świadomość dawkowania – czego nie oferuje rynek nielegalny. Warunek „3–5% THC” opiera się natomiast na wyidealizowanym obrazie przeszłości i w praktyce oznaczałby bardzo słabe odmiany, wymagające znacznie większej ilości materiału do osiągnięcia efektu. To mogłoby prowadzić do intensywniejszego narażenia dróg oddechowych na dym i wysoką temperaturę, co wcale nie musi oznaczać mniejszego ryzyka zdrowotnego niż świadome, kontrolowane dawkowanie produktu o wyższej mocy.

Świadomość, odpowiedzialne dawkowanie i realna kontrola jakości mogą zaistnieć poprzez edukację i regulację. Na czarnym rynku nie istnieją ani standardy, ani rzetelna informacja o mocy. W efekcie zamiast rzetelnej analizy zależności między stężeniem a dawką otrzymujemy retoryczną metaforę, która ma wywołać wrażenie zagrożenia większego, niż wynika to z samego procentu na etykiecie.

W pierwszej dekadzie XXI wieku Pan Mariusz Jędrzejko był przeciwny legalizacji marihuany, w połowie drugiej dekady mówił, że nie jesteśmy gotowi na legalizację marihuany ( ale był za depenalizacją małej ilości), a obecnie dopuszcza legalizację „słabej marihuany”.

„I my później się dziwimy, że te dzieci zauważają, że mają problemy z motywacją. Przecież THC w pierwszej kolejności zaburza ośrodek motywacyjny. To dzieci, już mówimy o nastolatkach bardziej, prawda? O, zaraz, dwanaście lat i ja już się spotkałem z dwunastolatkami, którzy są podświadczeni. Tak, ja się spotkałem już z trzynastoletnią, tak głęboką narkomanką, która ma za sobą kilkaset Trzynastoletnią narkomanką? Czternastoletnią, która zaczęła palić w wieku trzynastu lat i doszła do etapu palenia codziennie. Nie była w stanie wytrzymać tego. I codziennie wydawała ponad dwadzieścia złotych, ale ponieważ rodzice majątni, to zawsze wiedziała, jak pieniądze zdobyć. To była dziewczynka, która się nie nadawała kompletnie do pracy ze mną, tylko do obecności w zamkniętym ośrodku leczenia osób uzależnionych.

Doktor przywołuje historię trzynastoletniej dziewczynki, która paliła codziennie i wymagała zamkniętego ośrodka leczenia. Opowieść jest dramatyczna. I właśnie o to w niej chodzi. To klasyczny zabieg. Podać skrajny przykład, który ma stać się dowodem w debacie systemowej. Problem w tym, że pojedynczy, nawet bardzo poważny przypadek kliniczny nie rozstrzyga polityki narkotykowej państwa. Legalizacja nie jest projektem dla dwunastolatków – tak samo jak regulacja alkoholu nie jest skierowana do dzieci. Używanie historii nieletnich jako argumentu przeciw regulacji rynku dla dorosłych to przesunięcie dyskusji z poziomu danych na poziom emocji.

Kiedy doktor mówi, że „THC w pierwszej kolejności zaburza ośrodek motywacyjny”, upraszcza złożony temat. Owszem, intensywne i wczesne używanie THC może wiązać się z problemami poznawczymi i motywacyjnymi. To fakt. Ale nie istnieje prosty, automatyczny mechanizm, w którym każda ekspozycja prowadzi do „zaburzenia ośrodka motywacyjnego”. Literatura naukowa jest bardziej ostrożna niż medialne skróty.

Doktor ma rację w jednym. Używanie THC w wieku 12–14 lat to realne ryzyko. Tyle że to nie jest argument przeciw regulacji dla dorosłych. W krajach, które zalegalizowały marihuanę, wprowadzono limity wieku, system kontroli sprzedaży i kampanie edukacyjne. Na rynku nielegalnym takich mechanizmów nie ma. Sprzedawca nie pyta o dowód osobisty, nie ma limitów, nie ma odpowiedzialności. Paradoksalnie to właśnie brak regulacji tworzy przestrzeń większej dostępności dla nieletnich.

Opowieści o „głębokiej narkomance” działają na wyobraźnię, ale nie zastępują danych epidemiologicznych. Debata o legalizacji dotyczy struktury rynku, kontroli jakości, ograniczeń wiekowych i redukcji szkód, a nie pojedynczych historii klinicznych. Jeśli budujemy politykę publiczną na emocjonalnych przykładach, zamiast na analizie populacyjnej, wpadamy w pułapkę moralnej paniki.

Najważniejsze pytanie brzmi więc inaczej. Czy istnienie problemu wśród młodzieży oznacza, że dorośli nie powinni mieć regulowanego dostępu? To dwie różne kwestie. Mieszanie ich w jednej narracji pozwala budować atmosferę zagrożenia, ale nie przybliża nas do racjonalnego rozwiązania.

Zapraszamy do przeczytania Ewolucja Narracji dr hab. Mariusza Jędrzejko część 2

O autorze

dr hab. Mariusz Jędrzejko posiada szeroki dorobek wydawniczy jako autor książek i podręczników poświęconych uzależnieniom, zachowaniom ryzykownym oraz profilaktyce społecznej w edukacji. W naszej ocenie publikacje te mają przede wszystkim charakter popularyzatorski i publicystyczny, a w mniejszym stopniu opierają się na empirycznych badaniach naukowych.

Jego prace są wykorzystywane w praktyce edukacyjnej, jednak nie funkcjonuje on jako autor licznych artykułów badawczych publikowanych w wysoko punktowanych czasopismach medycznych czy farmakologicznych.

W kontekście debaty o medycznej marihuanie jego wypowiedzi często wykraczają poza obszar, w którym posiada bezpośrednie, specjalistyczne zaplecze badawcze.

Czy dr hab. Mariusz Jędrzejko jest profesorem ?

W przestrzeni medialnej odbiorca słysząc „profesor” najczęściej zakłada, że chodzi o najwyższy tytuł naukowy. Tymczasem w tym przypadku mamy do czynienia z osobą posiadającą stopień doktora habilitowanego i zatrudnioną na stanowisku profesora uczelni nie zaś dożywotni tytuł naukowy nadawany przez Prezydenta RP

Nie przeszkadza mu to jednak w kreowaniu takiego wizerunku w mediach – nie tylko sam się tak tytułuje, ale też rzadko wyprowadza z błędu rozmówców, gdy ci przedstawiają go profesorem, którym w rzeczywistości jest tylko na uczelni Akademii Nauk Stosowanych (nie wiadomo jakiej).

Niestety, od ponad dekady jest zapraszany do mediów jako profesorski autorytet, co skrzętnie wykorzystuje, budując wizerunek eksperta, któremu merytorycznie bardzo daleko do współczesnej nauki.

Jakub Gajewski
Zaobserwuj
Postaw nam kawę
Postaw mi kawę na buycoffee.to
Patronite
1 komentarz
  1. Bogdan Jot 3 tygodnie temu

    Ooo… Stary znajomy 🙂

    Moim zdaniem problemem nie jest to, że on wygaduje głupoty o marihuanie – masa ludzi w mediach gada to samo. Problemem jest to, że -przynajmniej w niektórych kręgach- wciąż uchodzi za znawcę i autorytet…

    Przypomniałem sobie, że 10 lat temu był bohaterem (a raczej „bohaterem”) paru wpisów na 2 moich blogach. Może kogoś zainteresują, więc pozwalam sobie podać tu linki:

    http://marihuanaleczy.pl/mariusz-jedrzejko-naukowiec-spelniony/
    oraz
    http://marihuanaleczy.pl/mariusz-jedrzejko-pierwsze-starcie/
    oraz
    http://odklamywaniemarihuany.pl/o-medycznej-marihuanie-w-telewizorze/
    oraz
    http://odklamywaniemarihuany.pl/powrot-eksperta/

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Sadzić, Palić, Zalegalizować! | WolneKonopie.org © 2026 - Made on blunt. - underground: BTC: 17NmuD6sAUWSMaRREHMhdavVu4pse2U5Vh ETH: 0xb8e9b131bc5a3e06e3a87ad319f5e5b9b1f9ed16
lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?

Przejdź do treści