Debata o marihuanie w Polsce wciąż toczy się tak, jakbyśmy byli samotną wyspą – jakby wszystko zależało wyłącznie od ministra, prokuratora generalnego albo chwilowej większości sejmowej. To uproszczenie wygodne politycznie, ale po prostu nieprawdziwe. W rzeczywistości polska polityka narkotykowa funkcjonuje w gęstej sieci zobowiązań międzynarodowych i unijnych, które coraz wyraźniej odchodzą od prohibicyjnej fikcji, na której przez dekady opierał się cały system represji.
ONZ: koniec fikcji o „najgroźniejszym narkotyku”
Przez dekady marihuana była w systemie międzynarodowym traktowana jak substancja wyjątkowo niebezpieczna, wręcz pozbawiona jakiejkolwiek wartości medycznej. Trafiła do tej samej kategorii co heroina bynajmniej nie dlatego, że tak wynikało z badań, ale dlatego, że tak zdecydowano politycznie w latach 60. i 70.
Na szczęście to się już zmieniło.
Do tej zmiany nie doszło przypadkiem. Była ona efektem wieloletniego nacisku państw, które same zaczęły odchodzić od prohibicyjnej polityki – w tym przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, gdzie kolejne stany legalizowały marihuanę medyczną i rekreacyjną, a coraz większa ilość badań naukowych ( także tych na zlecenie rządu) zaczęły wprost podważać sens dotychczasowej klasyfikacji. To właśnie te państwa doprowadziły do przeglądu stanowiska Światowej Organizacji Zdrowia i w konsekwencji do decyzji ONZ o usunięciu marihuany z najbardziej restrykcyjnej kategorii.
Warto jednak przypomnieć, jak ta prohibicja w ogóle się zaczęła. Międzynarodowy reżim narkotykowy ONZ nie powstał w oparciu o neutralną wiedzę i badania naukowe, lecz był w dużej mierze efektem politycznego nacisku Stanów Zjednoczonych w latach 60. i 70. To właśnie USA w swoim szczycie „wojny z narkotykami” forsowały globalne objęcie marihuany najbardziej restrykcyjną kontrolą, traktując ją jako zagrożenie porządku publicznego, a nie kwestię zdrowia czy praw jednostki. W efekcie państwa na całym świecie – w tym Polska – zostały wciągnięte w prohibicyjny model.
Dziś sytuacja jest wręcz paradoksalna. Te same Stany Zjednoczone, które niegdyś narzuciły światu globalną prohibicję, same zaczynają się z niej wycofywać – zarówno na poziomie poszczególnych stanów, jak i prawa federalnego – a następnie aktywnie wspierają rewizję międzynarodowych klasyfikacji. Tymczasem część państw, w tym Polska, nadal kurczowo trzyma się systemu stworzonego pod cudzy nacisk polityczny pół wieku temu, jakby czas się zatrzymał, a świat wokół nie uległ żadnej zmianie.
Komisja ONZ – działając na podstawie rekomendacji Światowej Organizacji Zdrowia – 2 grudnia 2020 roku usunęła marihuanę z najbardziej restrykcyjnej kategorii (tzw. Tabeli IV) Jednolitej konwencji narkotykowej z 1961 roku. To właśnie na tę konwencję przez lata masowo powoływali się w Polsce politycy, urzędnicy i prokuratorzy, skutecznie ucinając jakąkolwiek rozmowę o zmianie prawa. Po tej decyzji ONZ ten argument został im jednak definitywnie wytrącony z ręki.
To nie jest oczywiście legalizacja, ale to bardzo ważny sygnał, że społeczność międzynarodowa oficjalnie uznała, że dotychczasowa klasyfikacja była nieadekwatna do rzeczywistej szkodliwości i ignorowała medyczne zastosowania konopi.
Dla państw takich jak Polska oznacza to, że nie ma już „świętego obowiązku” trzymania marihuany w najostrzejszym reżimie karnym tylko dlatego, że „tak chce ONZ”.
USA: pierwsza realna zmiana federalna od 1970 roku
Mocnym sygnałem była także decyzja Stanów Zjednoczonych. W grudniu 2025 roku prezydent Donald Trump podpisał rozporządzenie uruchamiające proces przeklasyfikowania marihuany w prawie federalnym – z najbardziej restrykcyjnej grupy (Schedule I) do niższej kategorii (Schedule III). To pierwsza realna liberalizacja na poziomie rządu federalnego od 1970 roku, czyli od momentu, w którym USA zbudowały nowoczesny system prohibicyjny.
W praktyce oznacza to oficjalne uznanie medycznej wartości marihuany przez państwo federalne, istotne ułatwienie badań naukowych oraz przyznanie – choć pośrednie – że dotychczasowa klasyfikacja była nadmierna i oderwana od faktów. Nie jest to jeszcze legalizacja, ale jest to przełom polityczny i prawny o globalnym znaczeniu. Skoro nawet Stany Zjednoczone, przez dekady jeden z głównych filarów światowej prohibicji, dokonują korekty własnego podejścia, coraz trudniej utrzymywać narrację, że „nic się nie da” i że „prawo międzynarodowe na to nie pozwala”.
Unia Europejska jako bezpiecznik przed autorytaryzmem
W tym miejscu dochodzimy do kluczowej roli prawa Unii Europejskiej, które coraz częściej staje się realną barierą dla narkotykowego populizmu i represji.
Sprawa Węgier, rozpatrywana przez Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE), dotyczyła sytuacji, w której rząd w Budapeszcie zagłosował przeciwko unijnym zmianom i interpretacjom prawa dotyczącym konopi, a następnie próbował utrzymać skrajnie represyjną politykę narkotykową, powołując się na „suwerenność” i względy ideologiczne.
Trybunał jasno wskazał, że państwo członkowskie nie może blokować lub ignorować wspólnych ustaleń UE, a następnie wykorzystywać prawa karnego do represjonowania obywateli w sposób sprzeczny z zasadami prawa unijnego. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których represje są nieproporcjonalne, naruszają prawa podstawowe, albo służą wyłącznie politycznej demonstracji „twardej ręki”, a nie realnej ochronie zdrowia publicznego.
W przypadku praw człowieka prawo UE działa jak zderzak bezpieczeństwa. Chroni obywateli przed sytuacją, w której jakiś autorytarny aparatczyk, działający w logice „twardej ręki”, często karmiący się narracją importowaną ze Wschodu, uznaje, że najlepiej „wychować społeczeństwo” pałką, prokuratorem i więzieniem.
Unia Europejska nie jest idealna, ale w takich sprawach pełni funkcję hamulca dla represyjnych zapędów państwa. Jeżeli prawo karne staje się narzędziem ideologicznego karania zamiast ochrony dobra publicznego wcześniej czy później trafia na poziom unijny.
Dlaczego klasyfikacja ma realne znaczenie
Ponieważ to jest fundament całego systemu represji.
Jeśli marihuana figuruje w najostrzejszej kategorii i jest formalnie traktowana jak substancja „bez wartości”, uznawana za porównywalną z heroiną, to aparat państwa ma pretekst do stosowania wysokich kar, brutalnej interpretacji prawa, czy automatycznego przypisywania „zamiaru handlu” i traktowania użytkowników jak zagrożenia publicznego. W Polsce doskonale znamy te mechanizmy.
Zmiana klasyfikacji to nie jest „papierkowa” abstrakcja tylko zmiana punktu odniesienia dla prokuratorów, sędziów i biegłych. To osłabienie argumentów, na której od dekad opiera się penalna polityka wobec konopi. To także realny argument procesowy – od tej chwili każdy obywatel może w sądzie wskazywać, że dalsze traktowanie marihuany jak „najgroźniejszego narkotyku” jest sprzeczne z aktualnym stanem wiedzy, stanowiskiem WHO, ONZ, USA i kierunkiem zmian międzynarodowych.
Co to oznacza dla Polski?
Polska nie funkcjonuje w próżni i na szczęście dla użytkowników nie jest też państwem całkowicie suwerennym w zakresie represji i prześladowań. Jesteśmy związani konwencjami ONZ, prawem Unii Europejskiej oraz europejskimi standardami ochrony praw człowieka, co powinniśmy wykorzystywać.
Zmiany na poziomie ONZ i Stanów Zjednoczonych skutecznie rozbrajają argument „nie wolno, bo nie wolno”. Prawo unijne natomiast daje realne narzędzia do obrony obywateli przed nadmierną, nieproporcjonalną represją i ideologicznym nadużywaniem prawa karnego.
Całość prowadzi do jednego wniosku: problemem nie jest dziś brak możliwości prawnych, ani „międzynarodowe zobowiązania”, na które tak chętnie powołują się politycy. Problemem jest brak woli politycznej, strach przed zmianą i przywiązanie do argumentów, które dawno straciły kontakt z rzeczywistością.
Wolne Konopie także na poziomie Unii Europejskiej
Warto też powiedzieć, że Wolne Konopie nie działają wyłącznie na poziomie krajowym. Od dawna prowadzimy działania również na poziomie Unii Europejskiej, współpracując z europejskimi organizacjami zajmującymi się reformą polityki narkotykowej – w tym z EURECA (European Coalition for Just and Effective Drug Policies).
EURECA to europejska koalicja organizacji pozarządowych, ekspertów, prawników i aktywistów działających na rzecz racjonalnej, opartej na dowodach naukowych polityki narkotykowej, ochrony praw człowieka oraz odejścia od karania użytkowników na rzecz regulacji, zdrowia publicznego i proporcjonalności prawa. Koalicja działa bezpośrednio w przestrzeni unijnej: monitoruje prawo UE, bierze udział w konsultacjach, dialogu z instytucjami europejskimi oraz reaguje na próby wykorzystywania prawa karnego do represji motywowanych ideologicznie.
To ważne, bo prawo unijne coraz częściej staje się realną tarczą ochronną dla obywateli, również tam, gdzie rządy krajowe próbują wracać lub wciąż utrzymują język prohibicji, straszenia i „wojny z narkotykami”. Przykład Węgier pokazuje jasno, że nawet autorytarne zapędy władzy mają swoje granice tam, gdzie zaczyna się prawo UE i ochrona podstawowych wolności.
Walka o racjonalną politykę konopną toczy się dziś równolegle na poziomie lokalnym, krajowym i europejskim. I w miarę naszych możliwości jesteśmy tam obecni.
- Od ONZ do Unii Europejskiej. Jak świat odchodzi od prohibicji, a Polska udaje, że tego nie widzi - 29 stycznia 2026
- 1,6 kilograma „narkotyków” z jednego krzaka? Jak polski system produkuje przestępców ze statystyki - 27 stycznia 2026
- Pukamy do drzwi Prezydenta. Czy Karol Nawrocki wykaże się większą odwagą niż Donald Tusk? - 27 stycznia 2026







